Towarzystwo Lekarskie Warszawskie
Siedziba Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego
Rok
założenia
1820
 

Medycyna w Powstaniu Warszawskim

 powrót
Służba Zdrowia w Batalionie „Zośka”

Witold Sikorski, Kazimierz Łodziński

 

Służba Zdrowia w Batalionie „Zośka”

 

1 sierpnia 1944 r. batalion „Zośka”, włączony do brygady dywersyjnej „Broda 53”, stanowił część zgrupowania „Radosław”, podległą Kierownictwu Dywersji Komendy Głównej Armii Krajowej. Ta zależność dotyczyła również służby sanitarnej Kedywu, której dowódcą był dr Cyprian Sadowski „Skiba”, podporządkowany szefowi sanitarnemu KGAK płk. dr. Leonowi Stehlowi.

Sanitariat Kedywu powstał na przełomie lat 1942-1943. Z relacji Cypriana Sadowskiego wynika, że któregoś dnia wezwano go na punkt konspiracyjny na Pelcowiźnie, gdzie obecni byli i płk Fieldorf („Nil”) i płk Kiperski („Rudzki”). Oni zadecydowali o mianowaniu Sadowskiego szefem sanitarnym. „Nil” zapytał Sadowskiego o pseudonim. Usłyszał „Skiba”. Jeżeli „Skiba” to pańska komórka będzie nazywana Rolą”. Adiutantem „Skiby” został Zbigniew Zawadzki „Padlewski”, słuchacz Szkoły doc. Jana Zaorskiego, kształcącej pomocniczy personel sanitarny. W istocie Szkoła ta była utajnionym Wydziałem Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego.

Sanitariat Kedywu był w tym ujęciu autonomiczny, chociaż, co zrozumiałe, zintegrowany z Wojskową Służbą Ochrony Powstania _WSOP. Ta niezależna od Kedywu formacja podlegała IV oddziałowi KG AK. Szefem WSOP był płk Józef Koczwara „Zbigniew”, a zastępcą ppłk Adam Borkiewicz „Leszczyński”, ojciec Hani Borkiewicz-Celińskiej, sanitariuszki batalionu „Zośka”, autorki monografii Pt. Batalion Zośka. Szefem sanitarnym na obszar Warszawy był dr Lenk „Bakcyl”. Z chwilą wybuchu Powstania szefem sanitarnym Grupy „Północ”, obejmującej walczące oddziały Woli, Starego Miasta, Żoliborza i Kampinosu, został ppłk dr Stefan Tarnawski „Tarło”. Dr Sadowski swoje miejsce postoju miał w Szpitalu św. Stanisława, szpitalu zakaźnym przy ul. Młynarskiej.

Szefostwo sanitarnych służb Kedywu włączyło w sieć konspiracyjnych placówek szereg warszawskich szpitali, w których pracowali zaprzysiężeni specjaliści. Dla zajmujących pozycje wzdłuż ul. Okopowej oddziałów zgrupowania „Radosław” najważniejszym chirurgicznym szpitalem był Szpital Wolski przy ul. Płockiej 26. Głównymi punktami opatrunkowymi były szpitale: św. Łazarza, przy ul. Karolkowej i Leszno, oraz Dziecięcy Szpital Karola i Marii przy ul. Leszno 136 i Żytniej. Szpital Dziecięcy z konieczności zamienił się w szpital chirurgiczny, gdzie w godzinie „W” swoją działalność rozpoczęli doktorzy: Tadeusz Hroboni, Władysław Barcikowski, Aleksandra Kurowska, Marian Rogalski, oraz pielęgniarki operacyjne: Joanna Klipert i Maria Głuchowska. 2 sierpnia dołączył do tej ekipy mjr AK, dr Włodzimierz Kmicikiewicz, chirurg Kedywu, „wypożyczony” w nagłej potrzebie ze Szpitala Wolskiego. Pozostawał jeszcze Szpital św. Jana Bożego przy ul. Konwiktorskiej, mniej brany pod uwagę, ponieważ był to szpital psychiatryczny.

W tym referacie ograniczymy się do przedstawienia przygotowania i realizacji zadań sanitariatu batalionu „Zośka” na wypadek wybuchu Powstania.

Miejscem koncentracji batalionu była fabryka Telefunken przy ul. Mireckiego. Hasłem wejścia było: „Do Brody”. Tam został zorganizowany pierwszy batalionowy punkt opatrunkowy. Organizacją kierował medyk, Zygmunt Kujawski „Brom”. Studia na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego ukończył on przed wojną, zdając końcowe egzaminy w warunkach konspiracyjnych podczas okupacji. Związany z organizacją podziemną SZP, a następnie ZWZ-AK, podlegał służbowo sanitariatowi Kedywu. Dowództwo pomne na jego rodowód harcerski przydzieliło go do warszawskich grup szturmowych, a następnie do batalionu „Zośka”.  Był wówczas w stopniu podporucznika. Przed Powstaniem uczestniczył w akcjach przeciw okupantowi, m.in. w Milanówku, Sieczychach, Wilanowie, Wawrzyszewie, w akcji „Sonderwagen”. Pełnił permanentny dyżur w szpitalu przy ul. Koszykowej, z których korzystali mieszkańcy Warszawy, i tam też udzielał pomocy konspirującym, zatajając ich prawdziwe dane personalne. Przeniesienie go do służby sanitarnej Kedywu było uzasadnione niedomogą osłony sanitarnej po akcji pod Arsenałem.

Zorganizowany podczas Powstania punkt opatrunkowy służył nie tylko rannym, którym udzielano pierwszej pomocy. Był nadto miejscem, gdzie ulokowano sanitariuszki. Te dzielne dziewczęta nie tylko robiły opatrunki, ale również pomagały gotować, rozdawać chłopcom jedzenie, a kiedy padał rozkaz wyjścia na linię, toczyły spory, która pójdzie pierwsza. Ranni mieli olbrzymie zaufanie do lekarza. Ranna Hania Jakubowska „Paulinka”, którą „Brom” zamierzał przesłać na dalsze leczenie do Szpitala św. Jana Bożego, toczyła spór, aby pozostawił ją. Chciała być bliżej swoich, walczących w pierwszej linii.

Do zadań dr. Kujawskiego należało również szkolenie żołnierzy oraz sanitariuszek w zakresie udzielania pomocy w przypadku zranienia. Dobre rozeznanie środowiska ułatwiało mu pracę.

Po rozpoczęciu działań bitewnych, jego obowiązkiem było zorganizowanie Centralnego Punktu Opatrunkowego w szkole im. św. Kingi przy ul. Okopowej.  Tu w przestronnym, kilkupiętrowym budynku warunki pobytu i pracy były znacznie lepsze, tradycyjna infirmeria. Podobne punkty dla batalionu „Parasol” zorganizował przy ul. Żytniej Zbigniew Dworak „Maks” dla batalionu „Miotła”, przy ul. Wolności 14 medyk Jan Anyżewski „Ostoja, dla grupy Andrzeja prof. Chomiczewski „Pobożyński”, dla batalionu „Czata” dr Nakwaski „Wodołaz”. Kierownikiem zespołu chirurgicznego do dyspozycji szefa sanitarnego mianowano dr Narkowicza „Bryłę”.

Jak ważne było wczesne zorganizowanie punktów pomocy sanitarnej rannym, wykazały wypadki poprzedzające wybuch Powstania. Przypadkowo w rejonie koncentracji powstańców pojawił się interweniujący samochód żandarmerii nieprzyjaciela. W wyniku strzelaniny zostali śmiertelnie ranni:  sanitariuszka plutonu „Alek” kompanii „Rudy” batalionu „Zośka” „Dorota Łempicka” „Dorota”, łączniczka Anna Wajcowicz „Hanka Kołczanka” i Jan Józef Florkowski „Florek”.

W mierę potrzeby już w czasie walk organizowano spontanicznie punkty opatrunkowe. Takie dodatkowe punkty znajdowały się przy ul. Mławskiej 3/5 oraz Leszno 12, gdzie pracował dr Stanisław Laskowicki.

W założeniu dla potrzeb walczących na Woli powstańców specjalistycznej pomocy miały udzielać zespoły chirurgiczne głównie w Szpitalu Wolskim przy ul. Płockiej 26, w którym komendantem był dr Marian Piasecki. W Szpitalu św. Łazarza, kierowanym przez dr Lucynę Szczepańską, i w sąsiedztwie, w Szpitalu Dziecięcym im. Karola i Marii, na godzinę „W” zarezerwowano łóżka dla rekonwalescentów. Szefostwo sanitariatu Kierownictwa Dywersji, kryptonim „Rola”, swoje miejsce postoju miało w Szpitalu Zakaźnym św. Stanisława przy ul. Młynarskiej, którym dowodził dr Paweł Kubica. Do 5 sierpnia 1944 r. przebywał tam dr „Skiba” ze współpracownikami.

Do dyspozycji powstańców pozostawały Miejskie Zakłady Sanitarne mieszczące się przy ul. Spokojnej, zdobyte przez pluton „Felek” kompanii „Rudy” batalionu „Zośka” w pierwszych dniach Powstania. Kierownikiem zakładów był dr Julian Majkowski „Fenol”, który współpracował z podziemiem  od kwietnia 1940 r. Dla potrzeb powstańców  zgromadzono na okres walki o miasto zestawy chirurgiczne, torby sanitarne z wyposażeniem, opatrunki osobiste oraz ambulansy. Wyposażenie karetek sanitarnych uzupełniono w nosze, torby sanitarne, materiały pędne. Karetki uruchamiał znany specjalista reparacji gaźników Jan Kowalski. Umożliwiały one transport rannych z Woli na Stare Miasto, nawet do Szpitala Jana Bożego.

Szpitale na Woli znalazły się w pierwszej linii obrony walczących powstańców. Tym samym były one narażone na ataki wroga, nie zważającego na międzynarodowe konwencje.

5 sierpnia 1944 r. Niemcy zajęli Szpital Wolski, dokonując niewyobrażalnej masakry. Rozstrzelano dyrektora szpitala, dr. Mariana Piaseckiego, prof. Janusza Zeylanda, księdza kapelana Kazimierza Ciecierskiego. Wywleczono z łóżek wszystkich chorych mężczyzn, których razem z lekarzami i personelem pomocniczym pognano na Moczydło i w bestialski sposób zamordowano. A byli wśród straconych i profesorowie, i studenci medycy, personel pomocniczy męski, chorzy mężczyźni.

W tym samym czasie spłonęła znaczna część Szpitala św. Łazarza, a personel uległ zagładzie. Do uciekających przez okna rannych napastnicy strzelali beznamiętnie.

6 sierpnia podobny los spotkał Szpital Dziecięcy Karola i Marii.

Już 4 sierpnia odebrano rannym biało-czerwone opaski.  6 sierpnia ewakuowano wszystkich, którzy mogli się samodzielnie poruszać. Niemieccy żołnierze zajmując szpital dokonali najpierw grabieży, odbierając chorym zegarki, pierścionki i inne cenne przedmioty, a następnie zabijali najciężej rannych. Dowódca niemiecki zarządził ewakuację, która odbywała się w co najmniej trzech grupach. Ranny żołnierz z 1. kompanii „Maciek” batalionu „Zośka”, Witold Danysz „Jeleń”, trafił do Szpitala św. Łazarza. Badająca przybyłych rannych dr Barcikowska, stomatolog, zorientowawszy się, że ranny wymaga operacji, zarządziła odesłanie go do Szpitala Karola i Marii, gdzie został zoperowany i tym samym uratowano mu życie.

Inna grupa ewakuacyjna zmierzała do Szpitala Wolskiego. Przechodząc ulicą Młynarską konwój zatrzymał się.  Prowadzący oficer niemiecki wywołał komendanta szpitala. Powiedziano mu, zgodnie z prawdą, że dyrektora szpitala dziecięcego nie ma wśród obecnych. Wówczas Niemiec oświadczył: „Daję wam minutę do namysłu. Jeżeli nie zgłosi się komendant, wszyscy lekarze zostaną rozstrzelani”. Po dramatycznej chwili wystąpił dr Włodzimierz Kmicikiewicz, naczelny chirurg szpitala. Niemiecki oficer wziął go za rękę i odprowadził do grupy podwładnych sobie żołnierzy. Na znak Niemca żołnierz złożył się z pistoletu i oddał strzał w tył głowy. Tak zginął dr Kmicikiewicz. Na oczach rannych  i chorych.

Zarządziwszy ewakuację, napastnicy podpalili budynki szpitalne. W jednym z pawilonów lezały chore dzieci w różnym wieku, noworodki i niemowlęta. Na ratunek pośpieszyły pielęgniarki, nie zwracając uwagi na niemieckich żołnierzy, zaskoczonych heroicznym zrywem wspaniałych dziewcząt. Były wśród nich sanitariuszki, które nie wycofały się z oddziałami powstańczymi, pozostając przy rannych. Ranny żołnierz z batalionu „Zośka” Henryk Kowal „Henryk” wziął na rękę niemowlę od jednej z pielęgniarek i dołączył do grupy ewakuującej się do Szpitala Wolskiego, ratując dziecko i siebie.

 

W szeregach walczących żołnierzy batalionu „Zośka” w poszczególnych plutonach przydzielone były od jednej do trzech sanitariuszek. Te dzielne panny, nie zważając wielokrotnie na ostrzał wroga, dokonywały heroicznych czynów, mających na celu wyniesienie rannego z pola rażenia.

Podporucznik Zygmunt Kujawski miał pełne rozeznanie wykorzystania schematu organizacyjnego.  Po utracie przez powstańców kilku szpitali transport chorych kierowano wyłącznie do Szpitala Jana Bożego. Ranne sanitariuszki współpracujące z „Bromem” broniły się przed wcześniejszą ewakuacją, tocząc ciężkie przeprawy z lekarzem, co świadczyło o wzajemnym zaufaniu.

Należy jeszcze wspomnieć o Wojskowej Służbie Kobiet. Dziewczęta z tej formacji podlegały Zofii Kwasowskiej „Pani Stasi”. Zapewniała ona łączność ze szpitalami i punktami opatrunkowymi.

Od 5 sierpnia szefem sanitarnym Grupy „Północ” był ppłk dr Stefan Tarnawski „Tarło”.

W Centralnym Punkcie Opatrunkowym zaczęło brakować leków, opatrunków, pościeli. Dr „Brom” w tych warunkach dbał o rannych, którzy podziwiali jego zaradność, odpowiedzialność, niezmącona pogodę ducha, pogardę dla śmierci. Razem z kilkoma sanitariuszkami, bezpośrednio mu przydzielonymi, dokonywali nadludzkiego wysiłku, starając się ratować stale przybywających rannych.

Do ewakuacji  pozostała droga przez getto, do Szpitala św. Jana Bożego. Dr Strahl, szef sanitarny Armii Krajowej, zlecił na wypadek Powstania zorganizowanie w tym szpitalu warunków do udzielania pomocy rannym dr. Jerzemu Dredzie. Dzięki niemu oraz dyrektorowi szpitala, Adolfowi Falkowskiemu, urządzono potajemnie w piwnicach, suterenach szpitala dwie duże sale operacyjne z pełnym wyposażeniem. W ten sposób Szpital Jana Bożego był przygotowany, a nawet mógł korzystać ze schronu przeciwlotniczego. Ale i ten szpital szybko zapełnił się rannymi. I tu zaczęło brakować leków, zwłaszcza środków uśmierzających ból, brakowało wody, światła, zabiegi wykonywano przy świecach. Los leczonych okazał się tragiczny. Po wycofaniu się oddziałów powstańczych najeźdźcy zabili około 300 rannych i chorych. Dr Dreyza w tym czasie był komendantem Szpitala Maltańskiego, w resursie kupieckiej przy ul. Senatorskiej.

Centralny Punkt Opatrunkowy przy ul. Okopowej działał do 11 sierpnia 1944 r. Ewakuował się ostatni, zgodnie z rozkazem. Z rannymi opuścił to miejsce oprócz dr. Kujawskiego ksiądz Józef Warszawski „Ojciec Paweł”. Przestała istnieć ostatnia placówka batalionu „Zośka” na Woli.

Szpitalami na Starym Mieście, do których ewakuowano rannych, były lazarety polowe przy ul. Długiej 7 oraz Miodowej 23, gdzie dyrektorem była dr Zofia Martenowska, po wojnie lekarz naczelny Instytutu Matki i Dziecka.  Zorganizowanie szpitali przy ul.Długiej i Miodowej było niezwykle ważne, zważywszy, że Szpital Jana Bożego znalazł się w pierwszej linii obrony Starego Miasta. Lekarzami, którzy przenieśli się na Długą byli psychiatrzy: dr Falkowski i dr Szumigaj. Dr „Brom” skierowany został na Miodową. Warunki szpitala przy ul. Miodowej były więcej niż prymitywne, toteż podziwiać należy troskę o rannych. Wskutek stałych ciemności dr „Brom” nakazał codziennie czytać leżącym wiadomości „Biuletynu Informacyjnego”. Korzystano na krótko z zasilania akumulatorami. Przy organizacji szpitala wspomagającymi byli instruktorzy harcerscy, m.in. Włodzimierz Orleański. Opiekę nad chorymi roztaczali druh Eugeniusz Staniecki „Piotr Pomian” i Roman Grzybowski, którzy prowadzili rozmowy z rannymi. Mimo całej brutalności wojny, jej tragizmu, jak mówił „Brom”, próbowano zachować wpajane tym chłopcom i dziewczętom ideały.

Podobnie jak całe Stare Miasto szpital przy ul. Miodowej był często bombardowany. Pierwszym, który zginął w tym szpitalu, był leczony Jan Bromocki „Bonawentura”- 18 sierpnia 1944 r. Świetnie zapowiadający się poeta, żołnierz 2. kompanii baonu „Zośka”. Jest autorem niezwykłego wiersza Od zemsty i nienawiści uchroń nas, Panie – wiersza modlitwy, którą jakże przychylnie ocenił po wojnie ksiądz kardynał Stefan Wyszyński.

Po upadku Starówki szpital przy ul. Miodowej był nielicznym, w którym Niemcy nie pomordowali wszystkich rannych i personelu. Zgodnie z poleceniem Zygmunta Kujawskiego rannych i wziętych do niewoli niemieckich żołnierzy traktowano, leczono i żywiono na równi z opieką roztaczaną nad rannymi i chorymi Polakami. Ci niemieccy pacjenci wykrzyczeli ratunek dla leczonych żołnierzy Armii Krajowej, dla powstańców, którzy leżeli na jednej Sali z niemieckimi żołnierzami.

Dwa tygodnie zmagań o utrzymanie Starówki to historia heroicznej pomocy służb sanitarnych w szpitalach tak przy ul. Miodowej 23, w Centralnym Powstańczym Szpitalu Chirurgicznym nr 1, jak i długiej 7, Barokowej 5, Podwala, Bonifraterskiej, Kilińskiego, Sióstr Sakramentek na Rynku Nowego Miasta innych. Trzeba podkreślić szczególną rolę pielęgniarek. W batalionie dziewczęta podlegały Zofii Krasowskiej „Zodi Dużej” w poszczególnych kompaniach, np. w kompanii pierwszej – „Joannie” Hannie Bińkowskiej z batalionu „Zośka”.

Tylko konieczność skrótowego przypomnienia tamtych dziejów sprawia, że mało powiedziano o udziale gromady dziewcząt z Wojskowej Służby Kobiet. Podległe „Pani Stasi”, jako pielęgniarki szpitalne, oprócz pomocy fachowej okazywały rannym dużo serca. „Pani Stasia” cieszyła się wielkim autorytetem. Wielu powstańców zawdzięcza jej jakże wiele.

Los szpitali Starego Miasta był równie tragiczny jak los cywilnej ludności, bezlitośnie bombardowanej przez niezagrożonych niemieckich lotników, nie przestrzegających żadnych międzynarodowych konwencji.

Nie ma już Szpitala Jana Bożego, od 1650 roku służącego chorym psychicznie. Anni z tego szpitala, ewakuowani 12 sierpnia 1944 r. do gmachu Ministerstwa Sprawiedliwości przy Konwiktorskiej, nie przeżyli ataków z powietrza oraz bombardowania z dział wroga, usytuowanych na dworcu Gdańskim.  Inna grupa rannych zginęła pod gruzami zbombardowanego 20 sierpnia kościoła św. Jacka. Razem z rannymi zginęli opiekujący się nimi dominikanie.

Duszpasterstwo zezwoliło na grzebanie poległych w miejscu wypadku, z zachowaniem formalności potwierdzenia i zabezpieczenia tożsamości. O każdym zmarłym sporządzano dwa protokoły– podpisane przez kapelana i dowódcę. W szpitalach podpisy składali pracownicy kancelarii. Jeden egzemplarz przesyłano do „Radosława” płk. Jana Mazurkiewicza, dowódcy zgrupowania.

Lżej ranni mogli się ewakuować kanałami bądź uczestniczyć w przebiciu do Śródmieścia przez Ogród Saski. Wśród przebijających się szlakiem od ul. Bielańskiej, następnie przez kościół św. Antoniego przy ul. Senatorskiej i przez Ogród Saski, do barykad powstańczych przy ul. Zielnej, wyróżniły się niezwykle dzielne, z poświeceniem godnym podziwu opiekujące się ciężko rannymi sanitariuszki: Lidia Daniszewska „Lidka” i Danuta Mancewicz „Danusia”. „Lidka” poległa 16 września na przyczółku Czerniakowskim. Rannych umieszczono w szpitalach Śródmieścia.

W opuszczonych lazaretach Starego Miasta pozostali pracownicy cywilni. O ich spontanicznym, pomocnym działaniu należy z szacunkiem wspominać. Na równi z zachowaniem pamięci o żołnierzach. Powszechny udział społeczeństwa, mieszkańców Warszawy był dowodem solidarnej jedności całego narodu, który w beznadziejnych warunkach podejmował akcję w obronie godności Polaków i słusznej sprawy przywrócenia wolności i suwerenności.

Walki na Starym Mieście, rosnąca liczba rannych spowodowały wiele zmian organizacyjnych.  Z podziwem trzeba się odnieść do uczestniczących w Powstaniu lekarzy i personelu sanitarnego. Ich zapał i wytrwałość, czuwanie na posterunku odważnie i mężnie stawia ich w równym rzędzie z walczącymi. Trzeba o wszystkich pamiętać. Trzeba, aby czcili ich wszyscy.

Niektórzy ranni, pozostawieni, zostali skierowani i przeniesieni do Szpitala Wolskiego. Między innymi uratowała się w ten sposób Stanisława Pelczarska „Mila”, łączniczka „Piotra Pomiana”. W Szpitalu Wolskim spotkała się z niezwykłą troską polskiego personelu. Bywało, że niemieccy dowódcy zezwolili na poszukiwanie rannych po upadku Starówki. Tak 6 września uratowano ukrywającego się rannego żołnierza z plutonu „Felek” kompanii „Rudy”, Witolda Komara „Orlicza”.

Sanitariat batalionu „Zośka” wytrwał do końca zmagań powstańczych. Po ewakuowaniu się do Śródmieścia, rannych pozostawiono pod opieką lazaretów przy ul. Wspólnej 9, Hożej 13, Wilczej 61. Warunki w tym obwodzie były nieporównywalnie lepsze. Do czasu. Bombardowanie z dział kolejowych kazało szybko zapomnieć o czystych prześcieradłach. Ale można było korzystać z konsultacji specjalistów, okulistów lub chirurgów szczękowych.

Doktor „Brom” ze swoim personelem zgodnie z rozkazem przeszedł 9 września na Czerniaków, z grupą rekonwalescentów organizując polowy szpital przy ul. Okrąg 2. Warunki pracy w tym szpitalu przy ul. Okrąg były niezwykle trudne. Operacje rannych dokonywane były w piwnicy. Brakowało narzędzi chirurgicznych, opatrunków, środków uśmierzających ból. Ranni leżeli na ziemi, jeden obok drugiego. Brakowało wolnego miejsca. Do tego rannym dokuczał głód. Rozdawano resztki znalezionych cukierków. Jak pamięta 15-letnia wówczas Lidia Markiewicz-Ziental, zaduch był nie do opisania. Brakowało gazy i bandaży.

W połowie września nastąpił atak niemieckich goliatów wypełnionych materiałem wybuchowym. Wśród ludności cywilnej wybuchła nie do opisania panika. „Klus”, Stanisław Kaliński, unieszkodliwił goliata rzucając granat, który przerwał kable. Ataki wroga nie ustawały, doprowadzając do zawalenia się jednej ze ścian. Pod gruzami razem z rannymi, którymi się opiekowała, zginęła Alicja Gołod-Gołębiowska „Lusia”. Nie chciała opuścić rannych. Miała 16 lat.

Dom był stale ostrzeliwane przez niemieckie czołgi. Apele lekarzy do walczących powstańców o unieszkodliwienie czołgu pozostawały bez skutku. W pewnej chwili „Brom” przerwał operację, zastawił rannego pod opieką sanitariuszek, zakradł się na stanowisko i przy pomocy granatu przeciwpancernego- gamonu- unieszkodliwił wrogi czołg, po czym wrócił i dokończył operację. Za ten czyn płk. „Radosław”, obserwujący to wydarzenie ze swojego miejsca postoju przy ul. Okrąg 2, nadał por. Kujawskiemu „Bromowi” Krzyż Virtuti Militari.

15 września zaczęli lądować, przepływając pontonami, żołnierze Dywizji Kościuszkowskiej Berlinga.

Tego dnia zginął Andrzej „Morro”, dowódca 2. kompanii „Rudy”. Zginął tez żołnierz plutonu „Alek”, wyróżniający się Jędrek Samsonowicz „Książę”.

Andrzeja „Morro” próbowała ratować sanitariuszka Zosia Stefanowska, poległego Jędrka nigdy nie odnaleziono.

Nadzieja na pomoc zza Wisły zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Pułkownik „Radosław” zarządził ewakuację kanałami na Mokotów.  Czekający Na wejście do kanałów, głodni, spragnieni, znaleźli cuchnącą wodę z robakami. Dodano kilka kropli jodyny, ale o ugaszeniu pragnienia trudno było marzyć. Czerniaków płonął.

Doktor „Brom” pozostał do czasu ewakuacji kanałami na Mokotów.  Mianowany szefem sanitarnym zgrupowania „Radosław”. Z resztką stanu batalionu przedostał się kanałami do Śródmieścia. Ostatnie chwile w Warszawie przeżył w lazarecie przy ul. Śniadeckich 15. Zakończeniem powstańczej epopei była ewakuacja z rannymi do obozu jenieckiego – Stalag IV B w pobliżu Drezna, w miejscowości Zeithain.

Niezwykłą pracę sanitariatu ilustrują poniesione straty. 1 sierpnia na punkt wyjściowy batalionu zgłosiło się ponad 300 żołnierzy, poległo 251, rannych, w tym kilkakrotnie, było niemal 100% stanu. Prawie wszyscy z sanitariatu zostali odznaczeni Krzyżami Walecznych. Świadczy to o ich pracy i docenieniu przez przełożonych.

W uzyskaniu przez batalion „Zośka” Srebrnego Krzyża Virtuti Militari na sztandar niemały udział miał sanitariat, a zwłaszcza sanitariuszki, spełniające się niczym dzielni brankardierzy Księstwa Warszawskiego.

Postawę opisanych tu walczących o wolność i niepodległość charakteryzuje wiersz poległego 18 sierpnia 1944 r. Jana Romockiego „Bonawentury”.

 

Gdy zbraknie łez, jest jeszcze krew

Najświętsza do oddania.

Gdy zbraknie tchu, pocisków śpiew

Wyśpiewa twoje łkanie.

 

Przez zieleń łąk, przez złoto pól

Idź z nami w tyralierce,

Kiedy ci zbraknie tchu,

Na szalę ciśnij serce.

 

PIŚMIENNICTWO

 

  1. A. Borkiewicz-Celińska: Batalion „Zośka”. PIW, 1990.
  2. S. Bayer: Służba zdrowia Warszawy w walce z okupantem 1939-1945. Wyd. MON 1985.
  3. M.Wisniewska, M.Sikorska: Szpitale powstańczej Warszawy. Rytm 1991.
  4. Z.Kujawski: Chirurg w konspiracyjnej służbie zdrowia. „Przegląd Lekarski” 1971, XXVIII, 1;8.
  5. J.Majkowski: W służbie sanitarnej Warszawy pod okupacją. „Przegląd Lekarski” 1977, 148-157.
  6. W.Sikorski: Zarys organizacji służby sanitarnej w Powstaniu Warszawskim. „Pamiętnik Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego”. Suplement 139, nr 7, 2003.
  7. Z.Kujawski: Relacja z Powstania. „Pamiętnik Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego”. Suplement 139, nr 7, 2003.
  8. Z.Podgórska-Klawe: Szpitale, których już nie ma. Szpital św. Jana Bożego. Suplement 139, nr 7, 2003.
  9. T.Sumiński (red.) : Pamiętniki Żołnierzy Batalionu „Zośka”. VI edycja. Adiutor, Warszawa 1997.
  10. C.Sadowski: W sanitariacie Kedywu. Okupacja i medycyna. „Książka i Wiedza” Warszawa 1979.
  11. M. Ney-Krwawicz: Komenda Główna Armii Krajowej 1939-1945. PAX 1990.
  12. „Rzeczypospolita” z 31 lipca- 1 sierpnia 2004 r.
  13. L.Ziental: Sanitariuszka z płonącego miasta. Czyn Młodzieży. 8.09.1972.

 

Towarzystwo Lekarskie Warszawskie, Ul. Raszyńska 54, 02-032 Warszawa, Tel/fax 0-22 823-96-82