Towarzystwo Lekarskie Warszawskie
Siedziba Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego
Rok
założenia
1820
 

Pamiętnik TLW 2008

 powrót
Szpital Starozakonnych w Warszawie cz.2

Zofia Podgórska-Klawe

 

 

Szpital Starozakonnych w  Warszawie

 

Cz.2

Wiemy, że w pierwszych latach działalności na Czystem, oddziałem laryngologicznym kierował Leopold Lubliner, który zaczął pracę w 1887 roku w szpitalu na Pokornej w oddziale chorób wewnętrznych i w oddziale chorób skórnych a potem w oddziale chorób ocznych. Dopiero po kilkunastu latach dodatkowej pracy poza szpitalem, na najlepszych oddziałach laryngologicznych w Warszawie i zagranicą, stanął w 1898 roku do konkursu na stanowisko ordynatora oddziału laryngologicznego w Szpitalu Starozakonnych. Oddział ten był  pierwszym takim oddziałem w Warszawie, który obejmował całokształt otolaryngologii. Wychowało się na nim pod kierunkiem Lublinera wielu wybitnych laryngologów.[1] Lekarzem miejscowym został w 1901 roku Maurycy Lubelski, późniejszy długoletni ordynator jednego z oddziałów chirurgicznych  w tymże szpitalu. Innym ordynatorem chirurgii był od roku 1899 aż do 1922 Ludwik Krauze. Jednym z ordynatorów, ale nie ustalono jakiej specjalności, był Leon Feinstein. Stanowisko lekarza naczelnego, mianowanego wydaną w 1928 roku nową Ustawą szpitalną dyrektorem, objął w  1904 roku Jakub Szwajcer.[2] Ogółem personel lekarski prawdopodobnie liczył kilkadziesiąt osób, bowiem aż 313 wynosiła  liczba wszystkich zatrudnionych w szpitalu.

 Szpital w dalszym ciągu przodował wśród warszawskich szpitali. Nowoutworzony w Zarządzie Miejskim Wydział Dobroczynności Publicznej, w którego gestii miały pozostawać sprawy szpitalne, dokonując przeglądu wszystkich szpitali, jedynie w Szpitalu Starozakonnych nie znalazł żadnych zasadniczych niedociągnięć. Powołana wkrótce przez Wydział komisja postanowiła tylko aby wystawić na terenie szpitalnym dodatkowy pawilon na 100 łóżek. Nowy pawilon budowano w latach 1911 - 1913, ale liczył tylko 80 łóżek.  Ulokowano w nim dodatkowy oddział wewnętrzny a głównie oddział neurologiczny. Jego ordynatorem od 1904 roku był wybitny neurolog, twórca polskiej szkoły neurologicznej, wychowawca wielu zasłużonych lekarzy tej specjalności, Edward Flatau. Kierował oddziałem aż do swojej śmierci w 1932 roku. [3]

Oprócz nowej budowli szpital w ostatnim okresie zaborów zyskał nieco przestrzeni w  postaci dobudowanych do kilku pawilonów werand.[4]

W sierpniu 1914 roku wybuch pierwszej wojny światowej zahamował dalszy rozwój szpitala. W następnym roku wkroczyli do Warszawy Niemcy. Głównym problemem warszawskiego szpitalnictwa w tym czasie stały się epidemie i wszystkie szpitale zobowiązano do wygospodarowania łóżek dla chorych zakaźnie. Szpital Starozakonnych przeznaczył 120 łóżek dla przypadków tyfusu plamistego i dyfterytu, co znacznie zmniejszyło możliwości przyjmowania innych chorych.[5] Zmniejszyła się także zapewne liczba personelu zarówno lekarskiego jak pomocniczego, z powodu wywózek i powołań do rosyjskiego wojska. Nie dysponujemy źródłami mówiącymi o podobnych faktach w Szpitalu Starozakonnych, ale tego rodzaju sytuacje zdarzały się w innych szpitalach, trudno więc przypuszczać, żeby nie dotknęło to i tej placówki.

W maju 1916 roku niemiecki generał-gubernator ogłosił ordynację miejską, na podstawie której odbyły się wybory do samorządu miejskiego. W ramach nowego, po raz pierwszy od długich lat samorządowego magistratu, utworzono w 1917 roku Wydział Szpitalny, utrzymany również w kolejnym magistracie, wybranym w lutym 1919 roku, już po zakończeniu wojny. Wydział powołał komisję do spraw inwestycji szpitalnych w mieście, która przyczyniła się m. in. do zrealizowania, mimo wojny z bolszewikami i mimo ogromnej inflacji, nadbudowy pięter nad trzema pawilonami w Szpitalu Starozakonnych.

W początkach lat dwudziestych rozpoczęto w szpitalu budowę pawilonu przeznaczonego na  pracownię patologiczną. Zbliżał się jednak kryzys światowy, który dał się odczuć we wszystkich szpitalach i nie ominął także Szpitala na Czystem. Przede wszystkim coraz dotkliwszy brak funduszów i coraz większy napływ chorych skutkował brakiem miejsc. Jeden z rzeczoznawców do spraw szpitalnych, powołanych w 1928 roku przez Komisję Rewizyjną Rady Miejskiej, dr Jan Kołłątaj-Srzednicki,  pisał po dokonaniu lustracji szpitali :,,Umieszcza się chorych na noszach, stołach, na siennikach położonych na podłodze a nawet na schodach, co robi wrażenie, że w stolicy stała się jakaś katastrofa, do której szpitale miejskie nie były przygotowane” – i dalej:- ,,w izbach przyjęć często odbywają się sceny rozpaczliwe lub gwałtowne zajścia, które czasami kończą się dopiero na skutek interwencji policji”. W latach 1928/29 szpitale warszawskie wydały przeszło 10.000 t. zw. kart odmowy przyjęcia z powodu braku miejsc.[6]

Najgorzej przedstawiał się stan oddziałów psychiatrycznych, gdzie chorzy często niszczyli bieliznę i sprzęty. W Szpitalu Starozakonnych oddział dla spokojnych kobiet, przy 75 pacjentkach, dysponował łącznie bielizną (w użyciu, w pralni i w reperacji) w liczbie: 152 prześcieradła, 100 poszewek, 150 koszul, 15 ręczników i 46 szlafroków. W oddziale kobiet niespokojnych, przy 66 chorych :80 prześcieradeł, 60 poszewek, 150 koszul, 10 ręczników i 75 szlafroków. W oddziale męskim stan posiadania przedstawiał się jeszcze gorzej. Poza tym dawała się we znaki ogromna ciasnota. W czasie lustracji okazało się, że umieszcza się nierzadko po dwie chore na jednym łóżku i to pod jednym kocem.[7] Problemy związane z tym oddziałem, którym kierował wówczas Adam Wizel, można było rozwiązać dopiero w 1933 roku, kiedy Warszawa przystąpiła do Białostockiego Związku Międzykomunalnego Budowy i Utrzymania Wojewódzkiego Zakładu Psychiatrycznego. Ta długa nazwa oznaczała w praktyce zakład w Choroszczy, w którym odtąd można było umieszczać do 600 a wkrótce do 700 chorych z Warszawy. Szpital Starozakonnych, po przeniesieniu swoich chorych do Choroszczy, uzyskał w ten sposób wolne łóżka, które przeznaczono na oddział chorych na gruźlicę.[8]

Do pozytywnych wydarzeń tego okresu można  natomiast zaliczyć rozpoczęcie w 1922 roku wydawania ,,Kwartalnika Klinicznego”, który zamieszczał materiały z posiedzeń naukowych, jakie odbywały się regularnie w szpitalu. Drugim znaczącym wydarzeniem, , było otwarcie na terenie szpitala w 1923 roku szkoły pielęgniarek. Szkoła otrzymała za zgodą Magistratu piętro w szpitalnym domu administracyjnym, gdzie dla jej potrzeb wkrótce dobudowano drugie piętro. Znakomicie prowadzona, przyjmująca tylko abiturientki szkół średnich, znana była w Warszawie jako Szkoła Pielęgniarek na Czystem. Jej związek ze szpitalem nie ograniczał się tylko do lokalizacji na tym samym terenie. Wychowanki szkoły oprócz odbywania w szpitalu szkolnych zajęć praktycznych, miały obowiązek podejmowania w nim pracy po zdaniu egzaminu dyplomowego.[9] Zwiększająca się sukcesywnie liczba absolwentek szkoły pozwoliła w 1933 roku na zwiększenie etatów pielęgniarskich w szpitalu z 78 do 122.[10]

Rok 1933 upamiętnił się jednak w szpitalu nie z powodu zwiększenia liczby pielęgniarek. W tym roku lekarze szpitalni ogłosili oficjalny protest przeciwko prześladowaniom Żydów w III Rzeszy. Następca Jakuba Szwajcera na stanowisku dyrektora szpitala, Antoni Goldman, podał do prasy lekarskiej, że ordynatorzy i wszyscy pozostali lekarze szpitala zaprzestali w proteście stosowania środków farmaceutycznych produkcji niemieckiej, a także zaniechali kupna i prenumeraty książek i czasopism medycznych wydawanych w Rzeszy.[11]

Wśród ordynatorów oddziałów szpitalnych okresu międzywojennego znajdowali się m. in. (w kolejności alfabetycznej) : ordynatorzy oddziałów wewnętrznych – Ludwik Bregman, Mieczysław Fejgin, Beniamin Jochweds, Marceli Landsberg, Gerszon Lewin ; oddziałów chirurgicznych – A. Sołowiejczyk, Józef Szper, Aleksander Wertheim. W oddziale neurologicznym funkcję ordynatora pełnili :  Maksymilian Biro, Eufemiusz Herman, Władysław Sterling (następca Flataua), oddział dermatologiczny prowadzili : Stanisław Markusfeld, Izydor Merenlender i Wacław Sterling., Ordynatorem oddziału ginekologiczno-położniczego był Henryk  Altkaufer a oto-laryngologicznego po Leopoldzie Lublinerze od 1933 do 1939 roku Berek Bronisław Karbowski. Oddziałem okulistycznym kierował Adam Zamenhof, mylony czasem z Leonem, bratem twórcy esperanta, również lekarzem Szpitala Starozakonnych ale oto-laryngologiem, który zresztą zmarł w 1934 roku. Poza tym pracownia fizyko i fizjoterapii działała pod kierunkiem neurologa, Juliana Rotstadta, pracownią chemiczno-bakteriologiczną kierował dr Izaak Dworecki, pracownią anatomopatologiczną dr Maurycy Płońskier  a gabinet rentgenologiczny podlegał chirurgowi, Natanowi  Meszowi. Dyrektorem szpitala po odejściu Antoniego Goldmana został Henryk Stabholz.[12] Liczba wszystkich lekarzy pod koniec okresu międzywojennego sięgnęła już 147. Szpital  w 1938 roku liczył 1174 łóżka i tym samym był największym szpitalem w mieście.[13]

Wybuch wojny i oblężenie Warszawy przyniosły szpitalowi początkowo tylko straty materialne. Zniszczony został w czasie nalotów pawilon chirurgiczny, razem ze znajdującymi się w nim salami operacyjnymi, uszkodzone inne pawilony i kuchnia, co wobec przyjętych do szpitala podczas walk o Warszawę rannych żołnierzy i cywilów, w liczbie ok. 5000,  bardzo poważnie utrudniło właściwą nad nimi opiekę. Straty w ludziach nie były jeszcze nieodwołalne, bowiem polegały na powołaniu do wojska członków personelu szpitalnego. Opuścił także szpital jego dyrektor, Henryk Stabholz, wychodząc z Warszawy wraz z innymi mężczyznami na wezwanie prezydenta Starzyńskiego. Po Stabholzu kierownictwo szpitala objął Julian Rotstadt, po nim Adam Zamenhof a w końcu Józef Stein, przybyły ze Szpitala Dzieciątka Jezus.[14] Niemcy nakazali bowiem oddanie szpitala pod zarząd Gminy i przeznaczenie go wyłącznie dla ludności żydowskiej. W związku z tym usunięto ze szpitala wszystkich, którzy nie byli Żydami, natomiast personel i chorych narodowości żydowskiej, znajdujących się w innych warszawskich szpitalach, przeniesiono na Czyste. Powstało ogromne przepełnienie i jeszcze przed końcem 1939 roku wybuchła w szpitalu epidemia tyfusu. Władze zarządziły 6-tygodniową izolację -  ostatni okres spokoju dla szpitala i jego pracowników.

Mimo szykan, na jakie bezustannie była narażona ludność żydowska, szpital przetrwał we własnych budynkach jeszcze przez cały 1940 rok. W początkach 1941 roku Niemcy zarządzili przenosiny na teren utworzonego już getta. Na jego obszarze trudno było znaleźć odpowiednio duży gmach, który pomieściłby cały szpital , to też szpital podzielono. Część ulokowano na Lesznie, część początkowo na Tłomackiem. Największa część, którą zgodnie z potrzebami przeznaczono w całości na szpital zakaźny dla dorosłych, znalazła się na Stawkach, pod nazwą Żydowski Szpital Zakaźny, Czyste. Dzieci obsługiwał szpital Baumanów i Behrsonów przy ulicy Śliskiej, należącej jeszcze wówczas do getta. Życie szpitalne w pierwszym okresie toczyło się właściwie dwoma torami. Oprócz opieki nad chorymi  starano się zorganizować życie naukowe. Prowadzono wykłady, działała zorganizowana przez światowej sławy uczonego, Ludwika Hirszfelda pracownia bakteriologiczna i serologiczna i badania głodu. Obok 5-pokojowej pracowni, zaopatrzonej w mikroskopy, cieplarkę i rozmaite tablice, urządzono salę wykładową, w której prowadzono tajne wykłady dla studentów medycyny, pod pozorem szkolenia przeciw epidemicznego. Z inicjatywy Hirszfelda odbywały się tam również zakamuflowane naukowe posiedzenia lekarskie, z udziałem lekarzy z poza szpitala. Jednocześnie sytuacja w części przeznaczonej dla chorych pogarszała się z dnia na dzień. Plagą getta były wszy i przenoszony przez nie dur plamisty. Wystarczyło, żeby w tłumie wtłaczanych do getta biedaków z prowincji, znalazł się jeden zawszony osobnik, aby rozniosło się to na dziesiątki osób. Warunki , w jakich odbywała się zorganizowana dla nich kwarantanna, albo tez pożałowania godna, nie przynosząca rezultatów dezynfekcja tylko zwiększały ryzyko zachorowań. Stąd też szpital na Stawkach bardzo szybko utracił charakter normalnego szpitala. Brakowało bielizny, pościeli, łóżek, nie było komory dezynfekcyjnej. Chorych układano po dwóch w jednym łóżku.[15]

W niedługim czasie na czoło zabierających najwięcej ofiar chorób wysunęła się gruźlica a potem choroba głodowa. Był to już okres, kiedy powołani do utrzymywania życia lekarze musieli nieraz podejmować tragiczne decyzje o celowym i w pełni świadomym sprowadzaniu śmierci. Dotyczyło to zwłaszcza nie mających szans na przeżycie niemowląt czy noworodków.[16] Trudno sobie wyobrazić co czuje lekarz zabijający dziecko, nieraz na oczach matki. I co czuje matka. Śmierć jednak w pierwszej połowie 1942 roku stała się w getcie częścią dnia powszedniego. 22 lipca zaczęło się piekło. Niemcy kazali Gminie dostarczać codziennie na Umschlagplatz od 7 do 10 tys. osób. Szpital na Stawkach dostał nakaz ewakuacji w ciągu dwóch dni a jego budynek stał się dla skazanych ostatnim etapem przed wywózką. Jak opisuje to Ludwik Hirszfeld :,,Przed gmachem tłumy zrozpaczonych ludzi, wywołujących nazwiska swych bliskich, w oknach zrozpaczone i oszalałe ze strachu tłumy porwanych.....przed gmachem leżą tłumy oberwańców, dla których nie było miejsca. W samym gmachu na podłodze, w klatkach schodowych , na korytarzach leżą stłoczone masy ludzi. O użyciu ubikacji nie ma mowy, gdyż nie wolno wychodzić z sal....W ten sposób trzyma się ich bez kropli wody, bez pożywienia, bez bielizny, bez nar...”[17]

Ostatni etap istnienia dawnego wzorowego Szpitala Starozakonnych miał miejsce na ulicy Żelaznej, w urządzonym tu w warunkach getta szpitalu zakaźnym dla dzieci. W przeniesionych ze Stawek pozostałościach szpitala rozegrała się kolejna tragedia. Razem z chorymi i personelem przebywało w szpitalu kilkanaście matek lekarzy. Wydawało się że szpital uchroni je od śmierci. Teraz, kiedy już było wiadome jaki los czeka wszystkich bez wyjątku, ich synowie podjęli dramatyczną decyzję. Poprosili kolegów o uśpienie ich zastrzykami morfiny. Tak się też stało. Umarły spokojnie, uniknąwszy ostatecznego sponiewierania. Pochowano je w zbiorowej mogile na skwerku.[18]

Był to już ostateczny koniec dawnego Szpitala Starozakonnych. Z pośród lekarzy szpitalnych uratowało się bardzo niewielu. W zajętych obecnie przez t. zw. Szpital Wolski starych, historycznych budynkach, nadal udziela się pomocy lekarskiej. Przy wejściu o historii przypomina dawna nazwa, umieszczona pod obecną, ale dla przeważającej większości obecnych pacjentów jest to już tylko martwa litera.

 

 



[1] A. Kierzek, Otolaryngolodzy warszawscy w XIX wieku, Wrocław 1998 s. 209-219.

[2] P. Szarejko, op. cit. Warszawa 1995 r.

[3] A. Sródka, Uczeni polscy XIX – XX stulecia, t. I A – G, Warszawa 1994 s. 468-470.

[4] Magistrat M. Warszawy.....s 8.

[5] B. Sawicki, Działalność Wydziału Szpitalnictwa i Dobroczynności Publicznej za czas od 15 sierpnia1915 do lipca 1916, ,,Gazeta lekarska”1916, nr 5 s.104 – 107.

[6] Z. Podgórska-Klawe, Szpitale.... s 288

[7] Sprawozdanie Komisji Rewizyjnej Rady Miejskiej z lustracji Wydziału Opieki Społecznej i Szpitalnictwa Magistratu m. st. Warszawy, Warszawa 1930, passim.

[8] K. Orzechowski, Reorganizacja szpitali m. Warszawy i zamierzenia na najbliższą przyszłość, Warszawa 1934 s. 34 – 40.

[9] S. Schindlerówna, Szkoła Pielęgniarstwa przy Szpitalu Starozakonnych w Warszawie, Warszawa 1928.

[10] K. Orzechowski, op. cit. S 188.

 

[11] ,,Medycyna” 1933, nr 10 s. 319.

[12] Informacje o lekarzach n. podst. materiałów w posiadaniu mgr Hanny Bojczuk, której dziękuję za ich udostępnienie.

[13] Warszawa wczoraj, dziś, jutro. Warszawa w liczbach, Warszawa 1938 s 17.

[14] Wikipedia, pl.wikipedia.org/wiki/szpital_starozakonnych.

[15] L. Hirszfeld, Historia jednego życia, Warszawa 1946 s. 205, 209, 211-215, 223, 232

[16]A. Margolis-Edelman, Tego co mówili nie powtórzę...Wrocław 1999 s. 66, 76.

[17] L. Hirszfeld, op.cit. s. 275-276.

[18] Tamże s.279.

Towarzystwo Lekarskie Warszawskie, Ul. Raszyńska 54, 02-032 Warszawa, Tel/fax 0-22 823-96-82