Towarzystwo Lekarskie Warszawskie
Siedziba Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego
Rok
założenia
1820
 

Medycyna w Powstaniu Warszawskim

 powrót
Szpitale w Powstaniu Warszawskim

Zofia Podgórska-Klawe

 

Szpitale w Powstaniu Warszawskim

 

Dramatyczne dzieje szpitalnego zaplecza powstańczego mają już swoich historiografów. Nie licząc relacji, dotyczących jednego szpitala czy obwodu, ukazało się drukiem parę monograficznych opracowań, jak m.in. Stanisława Bayera o służbie zdrowia w Powstaniu, praca Marii Wiśniewskiej i Małgorzaty Sikorskie, poświecona właśnie szpitalom powstańczym, czy bogato i rzetelnie udokumentowana ksiązka Bożeny Urbanek o sanitariuszkach w Powstaniu, w której znaczną część zajmują informacje o losie szpitali. Dla zainteresowanych historią Powstania fakty dotyczące szpitali są na ogół znane i trudno tu będzie dodać coś nowego. Nie można poza tym w ciągu 15 minut przedstawić nawet zarysu dziejów całej bazy szpitalnej Powstania. Moja wypowiedź będzie więc tylko  przypomnieniem najważniejszych fragmentów tej epopei, bez odwoływania się do relacji uczestników wydarzeń, które na pewno by przydały referatowi kolorytu, ale musiałyby go ograniczyć do zreferowania sytuacji najwyżej w kilku szpitalach.

Tymczasem w lipcu 1944 r. na terenie lewobrzeżnej Warszawy znajdowało się aż 20 stałych szpitali, w tym 2, Ujazdowski i św. Ducha, na jednym terenie. Oprócz tego 4 zajęte przez Niemców, przewidziane do obsadzenia przez polskie załogi. Wszystkie w czasie działań powstańczych miały zabezpieczać poszczególne obwody Armii Krajowej, na jakie zostało podzielone całe miasto. Do powstańczego zaplecza szpitalnego włączono  też kilka dużych, prywatnych lecznic, jakie działały w Śródmieściu. Jedynie obwód II, czyli Żoliborz, nie posiadał żadnego stałego szpitala, ale już przed wybuchem Powstania urządzono tam szpital w gmachu sióstr zmartwychwstanek przy ul. Krasińskiego.

Te spośród nich, które nie prowadziły oddziałów chirurgicznych, organizowały w ramach przygotowań do Powstania sale operacyjne, czasem jak u św. Jana Bożego, lokując je w piwnicach, wszystkie gromadziły zapasy zestawów chirurgicznych, środków opatrunkowych, znieczulających, dezynfekujących i surowicy przeciwtężcowej. Wypisywano także chorych, skracając w miarę możności czas ich hospitalizacji, zwalniając w ten sposób łóżka.  Ogółem stan łóżek etatowych we wszystkich szpitalach przed wybuchem Powstania wynosił ok. 6100. Brak danych dotyczących liczby  wolnych łóżek, ale wnosząc z informacji z niektórych szpitali mogła to być mniej więcej połowa tego stanu. Pewnym odciążeniem dla szpitali miały być liczne punkty sanitarno-opatrunkowe z paroma łóżkami dla tymczasowej hospitalizacji ciężej rannych. Przygotowano się także do otwierania w miarę potrzeby szpitali polowych.

Wydawało się więc, że pod względem opieki nad rannymi i chorymi Powstanie jest dostatecznie zabezpieczone. Nie przewidziano jednak jednego: że Niemcy nie tylko nie będą przestrzegać żadnych konwencji i nie będą honorować żadnych oznakowań czerwonym krzyżem, ale wręcz przeciwnie, że najłatwiej im przyjdzie wyładowanie swojej wściekłości  i chęci odwetu na bezbronnych rannych i chorych, a także planowa likwidacja czynnych uczestników Powstania, rannych w zbrojnej walce.

Toteż ogromna większość stałych szpitali już w pierwszej połowie sierpnia przestała właściwie istnieć.

Pierwszy uległ zagładzie budynek Instytutu Oftalmicznego przy ul. Smolnej. W dniu 3 sierpnia Niemcy zażądali, aby dyrektor Instytutu prof. Władysław Melanowski ewakuował wszystkich chorych i personel do gmachu Muzeum Narodowego. Personel lekarski zdołał jednak ich wyprowadzić przez przebity mur do Zakładu św. Kazimierza sióstr miłosierdzia na Tamce. Tego samego wieczoru Niemcy podpalili gmach Instytutu jednocześnie na wszystkich piętrach. Ludność szpitala po paru dniach znalazła pomieszczenie w budynku ambasady japońskiej przy ul. Foksal.

Tragicznie zakończyła się działalność szpitali Woli i Ochoty. W ciągu pierwszych 4 dni napłynęła do nich spora liczba rannych. Praca szła normalnym torem, wszyscy byli na swoich posterunkach, mimo że niektórzy lekarze, pokonując różne przeszkody, dotarli do szpitali dopiero tuż przed samą godziną „W”. Nikt jednak, podobnie jak i w szpitalach innych dzielnic, nie zawiódł. W Szpitalu Wolskim Dyrektor, dr Józef Piasecki, przybył dopiero po pierwszych strzałach, a prof. Józef Grzybowski trzeciego dnia.

W dniu 5 sierpnia ordynator oddziału wewnętrznego Szpitala wolskiego Janina Misiewicz zanotowała w swoim dzienniku: „Od rana piękna pogoda… strzałów prawie nie ma… w izbie przyjęć cicho. Dyżurni… w chwilach bezczynności grają z zapałem w inteligencję”. Na tym urywa się notatka z tego dnia. Około godziny 14 do szpitala weszli esesmani z grupy Recka. W gabinecie dyrektora szpitala padły pierwsze ofiary. Po krótkiej rozmowie Niemcy zastrzelili na miejscu dr. Piaseckiego, ordynatora oddziału gruźliczego, prof. Janusza Zeylanda i kapelana szpitala ks. Kazimierza Ciecierskiego.  Następnie wyprowadzono cały personel szpitala i większość chorych  do zabudowań fabrycznych na Moczydle, gdzie dokonano zbiorowego mordu.  Niemcy zastrzelili wszystkich mężczyzn, m.in. prof. Józefa Grzybowskiego i dr. Olgierda Sokołowskiego. Z lekarzy mężczyzn, którzy tego dnia  byli w szpitalu, ocalało tylko trzech: Zbigniew Woźniewski, którego wraz z jedną pielęgniarką pozostawiono w szpitalu razem z częścią chorych, i chirurdzy Leon Manteuffel i Stefan Wesołowski, których wraz z instrumentariuszkami wyłączono po drodze z kolumny i skierowano do Szpitala św Stanisława. Poniosło wówczas śmierć ok. 300 rannych i chorych i prawie 60 pracowników szpitala, w tym 4 lekarzy, 5 studentów medycy i felczer.

Tego samego dnia Niemcy urządzili straszliwą masakrę w Szpitalu św. Łazarza, wrzucając granaty do piwnic, w których zgromadzono większość chorych i rannych i gdzie schroniła się okoliczna ludność; część z nich wypędzili z niektórych pomieszczeń na podwórze, po to, by następnie  wprowadzać ich małymi grupkami z powrotem i każąc im wchodzić na leżący w korytarzy piwnicznym stos zwłok,  zabijać ich  z broni maszynowej. Wśród paniki, jęków, krzyków dzieci, wymordowali ok. 1000 osób. Z personelu lekarskiego zginęła tylko dr Lucyna Szymańska, reszta w czasie chwilowej przerwy w masakrze, wywołanej interwencją rannych żołnierzy niemieckich opatrywanych w szpitalu, została odprowadzona do szpitali Karola i Marii oraz św. Stanisława.

Szpital św. Stanisława ocalał z powszechnego pogromu w dniu 5 sierpnia ze stosunkowo niewielkimi, w porównaniu z innymi stratami w ludziach. W czasie rozpoczętego już mordowania ludności szpitalnej, po pierwszych salwach zginał m.in. dr Jan Barcz. Energiczna jednak interwencja biegle władającego językiem niemieckim doktora Pawła Kubicy, który zdołał wytłumaczyć Niemcom, że specjalizacja szpitala zaprzecza możliwościom udzielania pomocy powstańcom, przerwała egzekucję. Niemcy zorganizowali na terenie szpitala punkt chirurgiczny dla grupy Reinefartha. Dlatego też doprowadzili do niego chirurgów z innych szpitali.

W tym samym dniu, 5 sierpnia, rozegrała się także tragedia Instytutu Radowego, który opanowała brygada Kamińskiego. Część chorych wymordowano, a chodzących chorych i personel z rodzinami wypędzono na słynny Zieleniak na rogu ulic Grójeckiej i Opaczewskiej , gdzie miały miejsce masowe gwałty oraz dokonywano licznych mordów.

W dniu 6 sierpnia przyszła kolej na dziecięcy Szpital Karola i Marii. Szpital ten, przewidziany tylko na punkt opatrunkowy, już w pierwszych dniach Powstania przyjął taką liczbę rannych, że wynikła konieczność całego oddziału chirurgicznego powstańcom.

Skompletowano łóżka dla dorosłych, gromadząc  je m.in. z mieszkań pielęgniarek. Do pomocy lekarzom szpitalnym przybył ze Szpitala Wolskiego chirurg, dr Włodzimierz Kmicikiewicz. Dnia 6 sierpnia leżało w szpitalu ok. 150 rannych i 60 chorych dzieci. Między rannymi znajdowało się kilku Niemców, otaczanych taką samą opieką jak inni. Po nadejściu esesmanów ich świadectwo powstrzymało początkowo masową egzekucję. Około godziny 15.  wyprowadzono ze szpitala personel, rannych i część dzieci i skierowano ich do Szpitala Wolskiego.  W drodze Niemcy zastrzelili doktora Kmicikiewicza. Po przyjściu na Płocką padł nowy rozkaz odprowadzenia dorosłych rannych z powrotem. Grupę tę wymordowano przed Szpitalem Karola i Marii. Pozostałą w szpitalu grupę chorych dzieci następnego dnia, razem z pielęgniarkami i dr. Janem Bogdanowiczem, przeprowadzono do Szpitala Wolskiego. Kilkoro dzieci odszukano dopiero w następnych dniach. Wszystkie niemowlęta na skutek braku pokarmu pomarły.

Również 6 sierpnia oddziały SS wyrzuciły ludność Szpitala Czerwonego Krzyża z jego pomieszczeń, na szczęście bez strat w ludziach. Znaleziono im lokum częściowo w piwnicy drogerii przy Kopernika, a częściowo w budynku przy ul. Pierackiego (obecnie Foksal). Tegoż dnia ewakuował się na rozkaz Niemców Szpital Ujazdowski razem z mieszczącym się na jego terenie Szpitalem św. Ducha.

Tak więc po tygodniu trwania walk role zabezpieczenia szpitalnego musiały w dużej części przejąć szpitale organizowane nieraz ad hoc w mieszkaniach i różnych lokalach, a w najlepszym wypadku urządzone już wcześniej dla celów powstańczych, ale nieprzygotowane na tak wielką liczbę rannych i chorych, jaką były zmuszone otoczyć opieką. Toteż już w dniu 7 sierpnia w śródmiejskiej prasie powstańczej ukazał się apel o urządzanie  szpitali w mieszkaniach i o gromadzenie środków lekarskich. Zwłaszcza brakowało surowicy przeciwtężcowej. W pierwszych dniach Powstania mieszkańcy sąsiadujących z powstańczymi szpitalami domów znosili zresztą sami wszystko, co wydawało im się przydatne. Jak pisano w prasie: „ od bielizny pościelowej… do proszku od bólu głowy”. Jednak sytuacja zaczęła się coraz bardziej pogarszać, przede wszystkim na Starówce.

Około 12 sierpnia rozpoczęto likwidację Szpitala św. Jana Bożego. Szpital ten, zapełniony rannymi i chorymi nie tylko ze Starówki, ale i przybyłymi z Woli, około 7 sierpnia znalazł się na linii frontu. Broniły się w nim baony „Zośka” i „Czata 49”. Silny ostrzał ciężkiej artylerii bijącej w zabudowania szpitalne od dworca Gdańskiego uniemożliwiał opiekę nad rannymi. Sytuacja w szpitalu stawała się koszmarna. Kurz, gruz, operacje w warunkach braku światła i wody. Grozę powiększały błąkające się po szpitalu chore psychicznie kobiety ze zbombardowanego i zburzonego oddziału psychiatrycznego. Postanowiono więc przenieść szpital do budynku Ministerstwa Sprawiedliwości na rogu Długiej i Kilińskiego, gdzie urządzono Centralny Powstańczy Szpital Chirurgiczny z dwoma salami chirurgicznymi w suterenach. Ewakuacja odbywała się w ciągu 2 nocy. Część chorych umieszczono na ul. Freta obok kościoła św. Jacka. Jeszcze w czasie trwającej przeprowadzki wybuchł 13 sierpnia czołg na ul. Kilińskiego i szpital natychmiast zapełnił się rannymi. Urządzono więc małe jego filie w różnych pomieszczeniach na Podwalu. W budynku Szpitala św. Jana Bożego została tylko cześć psychicznie chorych razem z dr Haliną Jankowską i dwiema siostrami zakonnymi. Cała ta grupa zginęła zasypana gruzami w czasie bombardowania.

14 sierpnia ewakuowano Szpital Maltański. Odbywało się to w dwóch grupach. Pierwszej udało się przez zaskoczenie zdezorientowanych Niemców przedostać przez ulicę Żabią do Śródmieścia, gdzie rannych rozlokowano w powstańczych szpitalach. Druga grupa doszła następnego dnia do Szpitala Wolskiego, który Niemcy pozostawili jako punkt etapowy dla wypędzanej z miasta, potrzebującej szpitalnej opieki ludności, w tym i likwidowanych szpitali.

Przebieg walk i dzieje obrony Starówki są wszystkim znane.  W szpitalach panowała równie dramatyczna  sytuacja jak w całej dzielnicy. Zwiększający się co dzień napływ doprowadzanych i dostarczanych w rozmaity sposób rannych, nieraz ciągniętych na kocu przez gruzy, lokowanych na podłodze z powodu braku miejsca, brak światła, operacje wykonywane prawie bez chwili odpoczynku, przy świetle świeczek, pseudosterylizacja narzędzi przez opalanie lub moczenie w sublimacie, zaduch w przepełnionych do granic możliwości piwnicach, muchy , wszawica i nie dający się opisać słowami fetor ropy, hemolizowanej krwi, odchodów, potu. Przy tym krzyki i jęki rannych, huk ostrzału, bombardowań, trzask i szum ognia i żar bijący od palących się domów. Zaczynało brakować środków znieczulających, zastępowanych podawaniem alkoholu, jak w dawnych wiekach. Winem także, którego na szczęście nie brakowało, leczono szerzącą się czerwonkę. Ofiarność i męstwo personelu lekarskiego i pielęgniarskiego przekraczały w tych warunkach wszelką wyobraźnię. Tragiczny koniec szpitali Starówki, w których Niemcy zamordowali i spalili pozostałych po ewakuacji oddziałów ciężko rannych, dopełnił miary tej hekatomby.

W dniu 15 sierpnia Niemcy rozpoczęli pierwszą ewakuację Szpitala Dzieciątka Jezus. Szpital, ostrzeliwany od początku Powstania z sąsiednich zajętych przez Niemców budynków, nie mógł służyć powstańcom tak, jak to było przewidziane. Przyjmował jednak od pierwszych dni Powstania rannych. Niemcy kilkakrotnie wchodzili na jego teren, a także wdarła się przez otwór w murze brygada Kamińskiego. Zaczęły się gwałty, bicie i rabunek. Pierwsza ewakuacja objęła chorych mężczyzn i część personelu. Wywieziono ich do Pruszkowa. 25 sierpnia ewakuowano drugą część do Milanówka i Grodziska.

Od połowy sierpnia w górnym Śródmieściu, jeśli nie liczyć niedostępnego dla powstańców Szpitala św. Rocha  przy bramie uniwersyteckiej i dwóch przystosowanych dziecięcych, przy ul. Kopernika i Śliskiej, działały tylko szpitale powstańcze, w tym największy w podziemiach gmachu PKO  na roku Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej, kierowany przez doc. Jana Zaorskiego. Na razie bez większych braków i przy niezwykle ofiarnej pracy całego personelu – sprawnie. Na Powiślu trzymał się jeszcze szpital ZUS-u.

Pod koniec sierpnia legł w gruzach mokotowski Szpital Elżbietanek. Ostrzeliwany od 13 sierpnia przez artylerię, zapełniony był jak i inne rannymi. Lekarze operowali niemal bez przerwy. W dniu 28 sierpnia Biuro Informacji Obwodu wydało komunikat, że szpital prosi o dostarczenie czerwonego materiału na uszycie flagi z czerwonym krzyżem. Łudzono się, że Niemcy będą ją respektować. Niestety, szpital od rana następnego dnia znalazł się pod silnym ostrzałem. Trzy czołgi z ul. Wolskiej biły salwami w jego kierunku. Dołączyły się samoloty. Pod ostrzałem, pod bombami zaczęto ratować rannych. Niemcy strzelali do ratujących z broni pokładowej. Mimo to udało się wynieść znaczną część rannych i ulokować ich w pomieszczeniach zastępczych. Szpital Elżbietanek przestał istnieć, chociaż aż do upadku Mokotowa znoszono rannych w jego ruiny. W piwnicach urządzono naprędce szpitalik powstańczy.

We wrześniu wszystkich szpitali w broniących się jeszcze rejonach miasta pogarszała się z dnia na dzień. Niektóre z nich, jak np. na Żoliborzu, z powodu bombardowania ich pomieszczeń nieustannie przenoszono, coraz częściej do piwnic. W połowie września musiano ewakuować szpital z gmachu PKO i ze zburzonego bombardowaniem z powietrza i z ziemi szpitala ZUS-u przy ul. Czerniakowskiej. Warunki sanitarne w szpitalach polowych stawały się coraz gorsze.  Chorzy i ranni leżeli coraz gęściej, na podłogach, we wszechobecnym pyle z gruzów, który zasypywał nieraz pole operacyjne. Coraz trudniej było o wodę. W prasie pojawiały się apele o dostarczenie koców, bielizny, środków opatrunkowych do różnych szpitali polowych. W połowie września zaczęło do tego stopnia brakować żywności dla rannych, że w Śródmieściu zorganizowano jej zbiórkę po istniejących jeszcze mieszkaniach. Apelowano też do mieszkańców, „posiadających całe mieszkanie i trochę żywności”, o przyjmowanie rannych. Personel szpitalny dobywał resztek sił, mimo to jednak pozostawał na swoich posterunkach, dokonując nieraz niemal cudów.

Tak dotrwano do dnia kapitulacji. Gehenna lekarzy szpitalnych, pielęgniarek i ich podopiecznych trwała jednak jeszcze przez jakiś czas. Czekała ich kolejna ewakuacja, dla niektórych jeszcze nie ostatnia, chociaż już nie pod ostrzałem.

Bohaterstwa nie można zmierzyć ani zważyć, ale trudno się oprzeć refleksji, że może nieraz trudniejsze było wytrwanie przy stole operacyjnym, mimo braku snu, mimo ryczącej szafy, mimo sypiącego się na głowę tynku i szeregu innych, codziennych w życiu lekarzy powstańczych szpitali zdarzeń, od walki z bronią w ręku.

 

 

PIŚMIENNICTWO

  1. Stanisław Jankowski „Agaton”, Z fałszywym ausweisem w prawdziwej Warszawie. Wspomnienia 1939-1946, Warszawa 1985 t.II.
  2. Stanisław Kopf, Powstańcze służby sanitarne 1944. Warszawskie Termopile, Warszawa 2004.
  3. Ludność cywilna w Powstaniu Warszawskim, Warszawa 1974, t.I/III.
  4. Janina Misiewicz, Zapiski z dni powstania w Szpitalu Wolskim, „Przegląd Lekarski” 1967 nr.1, s.152.
  5. Powstanie Warszawskie i Medycyna, „Pamiętnik Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” 2002, Suplement do tomu CXXXVIII.
  6. Piotr Stachiewicz, Starówka 1944, Warszawa 1983.
  7. Bożena Urbanek, Pielęgniarki i sanitariuszki w Powstaniu Warszawskim 1944 r., Warszawa 1988.
  8. Maria Wiśniewska, Małgorzata Sikorska, Szpitale Powstańczej Warszawy, Warszawa 1991.
  9. Zbigniew Woźniewski, Książka raportów lekarza dyżurnego, Warszawa 1974.
  10. Życie w powstańczej Warszawie. Sierpień – wrzesień 1944. Relacje – dokumenty. Oprac. Edward Serwański, Warszawa 1965.
Towarzystwo Lekarskie Warszawskie, Ul. Raszyńska 54, 02-032 Warszawa, Tel/fax 0-22 823-96-82