Towarzystwo Lekarskie Warszawskie
Siedziba Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego
Rok
założenia
1820
 

Pamiętnik TLW 2009

 powrót
Szpital św. Łazarza cz.1

Zofia Podgórska-Klawe

 

  

                                                           Szpital św. Łazarza

 cz.1

 

            W okresie międzywojennym i chyba aż do powstania warszawskiego  przy ul. Mostowej 9 stał odsunięty od ulicy, niepozorny budynek z wysoko umieszczonym parterem i jednym piętrem. Górna kondygnacja liczyła na frontowej elewacji 9 okien w rzędzie, w dolnej, pośrodku, znajdowało się wejście przez obejmujący szerokość trzech  górnych okien, wsparty na słupach ganek. Prowadziły na niego z obu boków schody.  Był to kiedyś główny ,,gmach”( jak  w XVIII w. pisano) Szpitala św. Łazarza, ulokowanego w tym miejscu pod koniec XVI wieku[1].

            Szpital ten powstał w 1591 r., jako powszechna wówczas forma pierwszych szpitali. Ich nazwa, wywodząca się od łacińskiego domus hospitalis, czyli dosłownie dom gościnny, oznaczała przytułek dla wszelkiego rodzaju potrzebujących nędzarzy a więc zniedołężniałych starców, ułomnych, a także chorych, na ogół najliczniejszych,  co powodowało z czasem przekształcanie się przytułków w lecznice.

Założenie Szpitala św. Łazarza było wynikiem okoliczności związanych z odbywającymi się w Warszawie obradami sejmu. Ściągała wówczas do miasta rzesza żebraków różnego autoramentu, a także powiększała się liczba miejscowych bezdomnych z powodu przemieszczania się mieszkańców, opróżniających kwatery dla posłów i ich służby. Sejm, którego pośrednim skutkiem było powstanie szpitala, przypadł na zimowe tygodnie 1590/1591 roku. Termin ten spowodował wyjątkowo ciężką sytuację miejskich nędzarzy.

W akcie założycielskim szpitala napisano: ,,Był Sejm w Warszawie, na którym wiele ludzi po ulicach y w gnoju chorych y drugich dzieci malich (!) zdrowych nagich na zimnie umierało” [2]. Leżący na ulicy chorzy nędzarze, biegające nago dzieci biedaków i zakopani po szyję w nagromadzonych stertach gnoju chorzy na choroby weneryczne stanowili w Warszawie owych czasów zwyczajny element ulicznego krajobrazu[3].

Tym razem jednak połączenie dwóch czynników, czyli towarzyszącego sejmowi przeludnienia i mrozu, domagało się działań. Przebywający w owym czasie przy królu w Warszawie Piotr Skarga ,,upominał na kazaniu ludzi do miłosierdzia y opatrzenia onych umierających”[4]. Na ręce członków założonego przez Skargę w 1590 r. warszawskiego Bractwa Miłosierdzia zaczęły napływać liczne datki, które umożliwiły wynajęcie domów na Nowym Mieście, gdzie można było umieścić potrzebujących i zapewnić im wyżywienie.                                   

Zupełnym nieporozumieniem jest spotykane tu i ówdzie twierdzenie, że był to pierwszy w Polsce szpital dla chorych na raka. Nawet nie można go nazwać ówcześnie szpitalem dla wenerycznych, mimo że w jego akcie założycielskim znalazło się sformułowanie: ,,szpital dla gnojników, to jest w gnoju porzuconych chorych”. Jednak  z dokumentów wynika, że mieszkali w nim w ogóle ubodzy[5], dla chorych wenerycznie przeznaczono dopiero nieco później specjalną dotację[6], a w 1621 r. budowano specjalny dom, nazwany lazaretem[7].

Miało to miejsce już przy ulicy Mostowej, gdzie prawdopodobnie w roku 1595 Bractwo wystawiło dom specjalnie dla szpitala. Do tego czasu szpital mieścił się chyba na Nowym Mieście, bowiem wysunięta przez Giedroycia teza o jego ówczesnej przejściowej siedzibie w kamienicy na rogu Piwnej i Dunaju jest nieprawdziwa[8]. Pierwszy własny dom szpitalny był prawdopodobnie drewniany, bo takie zazwyczaj stawiano w tym okresie, zwłaszcza szpital, tak jak i ten, lokowano poza murami. Jeśliby sięgnąć po analogie z innymi ówczesnymi szpitalami, to zapewne miał jedną dużą, ogrzewaną izbę z umieszczonym, zgodnie z tradycją, przy szczytowej ścianie ołtarzem, poprzedzielaną tarcicami na małe, jednoosobowe komórki[9].

Dzięki Giedroyciowi znamy treść swego rodzaju statutu, czyli zasad, według których szpital miał funkcjonować. Są one bardzo zwięzłe i dotyczą tylko zarządu i uposażenia. Do zarządzania Szpitalem św. Łazarza powołano dwóch prowizorów[10] wybranych przez Bractwo, a utrzymywać się miał wyłącznie z jałmużny, do której powinni nawoływać księża z ambon, ,, co niedziela abo swiento, abo rzadzei wedle potrzeby prowizorowie z innemi z bractwa przidanemi u kościoła na odbieranie jałmużn stać będą y do domow y do Panow chodzić, wedle potrzeby”.  Ten sposób pozyskiwania funduszy okazał się szybko niewystarczający i Bractwo w niedługim czasie zaczęło przekazywać szpitalowi kwoty otrzymywane z dotacji dla Bractwa i za wydzierżawianie własnych domów. W miarę upływu lat dotacje od mieszczan, z przeznaczaniem ich konkretnie na szpital, stawały się nieraz bardzo pokaźne.

Więcej o początkach Szpitala św. Łazarza nie wiemy nic. Wielki pożar miasta w 

1607 r. zapewne ominął leżący poza murami szpital, ale niewątpliwie pogorszył stan majątkowy członków Bractwa, co prawdopodobnie odbiło się na funkcjonowaniu całej instytucji. Dopiero w 1621 r. w dokumentach Bractwa, przeglądanych przez Giedroycia, pojawia się wzmianka o stawianiu murowanego ,,lazaretu”, ale czy w tymże roku został ukończony, także nie wiemy. W 1624 r. wybuchła w Warszawie jedna z największych w historii miasta, trwająca dwa lata, epidemia dżumy; ona również musiała zakłócić normalny tryb życia szpitalnego. Jednak już cztery lata później zdołano rozbudować lazaret, który teraz liczył trzy izby, a w 1648 r. powiększono go do czterech izb[11]. W tym samym roku Bractwo zamierzało wybudować przy szpitalu, według biskupiego przywileju

,,dawno otrzymanego[12] , nową kaplicę w miejsce starej, ,,nie skończonej”, z czego wynika, że stan majątkowy szpitala był wówczas nie najgorszy. Mimo rozbudowy szpital był mały. W 1644 r. udzielał schronienia tylko dwunastu ubogim i  niewiadomej liczbie chorych, lokowanych zapewne w owych czterech izbach lazaretu. Jasno to z dokumentu nie wynika. Warto podkreślić, że dokument został sporządzony przez cyrulika, a więc chorzy już wtedy mieli opiekę medyczną, nie wiadomo tylko, czy stałą[13] .

W roku 1655 pod Warszawą stanęli Szwedzi. Rozpoczął się prawie pięcioletni okres, kiedy Warszawa przechodziła z rąk do rąk, była łupiona, palona i burzona[14]. Mimo to jednak w czasie oblężeń i bitew o miasto szpital  nie poniósł większych strat. Ocalały obydwa budynki i spichlerz[15], w jednej tylko izdebce ,,pułap się był obalił i piec po Szwedach”[16]. Szwedzi  poza tym szpitali nie obciążyli  kontrybucją. Natomiast ogromnie zwiększyła się liczba potrzebujących. Wszystkie szpitale w mieście były tak przepełnione, że magistrat w 1660 r. wynajął w rynku kamienicę dla ulokowania bezdomnych i chorych. W szpitalu św. Łazarza  postanowiono oddzielić zdrowych od chorych, ,,zapobiegając [strzeż Boże] infectioni” , prosząc magistrat, aby zdrowych zatrudniono przy oczyszczaniu i porządkowaniu zrujnowanego miasta. Nie poprawiło to jednakże sytuacji i wobec utrzymującego się natłoku i coraz gorszego stanu starego budynku Bractwo postanowiło wystawić nowy, murowany. Zamiar zrealizowano w 1671 r.. Był to ten sam budynek, który przetrwał do XX wieku. W 1675 r. konsekrowano dobudowaną do niego kaplicę.

Odnaleziony przez Giedroycia opis szpitala i nowego ,,gmachu” pochodzi dopiero z roku 1771, ale zapewne przez minione od jego wystawienia lat niewiele się w szpitalu i w tym budynku zmieniło, zwłaszcza że w latach 1702-1710 Warszawę dotknęły ciężkie klęski, związane z wojną o tron między Stanisławem Leszczyńskim a Augustem Sasem, oraz wielka ,,zaraza”, czyli epidemia dżumy. Skutki materialne tych wydarzeń ciążyły nad miastem przez długie lata i na pewno nie pozwalały na  rozbudowę szpitala. W 1771 r. budynek mieścił więc na dole po lewej stronie dwie sale, jedną dla kobiet, drugą dla mężczyzn, a po prawej dużą izbę dla małżeństwa zarządzających, spiżarnię oraz izbę z 4 maglami, na których maglowano nie tylko bieliznę szpitalną lecz także  przyjmowaną z miasta za opłatą, co zresztą ustało pod koniec XVIII wieku. Warszawianie przestali przynosić bieliznę, obawiając się zarażenia chorobą weneryczną[17].

W sali kobiet stało 12 łóżek z zielonymi zasłonami, w sali mężczyzn takich samych łóżek 8. Z obydwu sal przebito drzwi do kaplicy  Za schodami idącymi z obszernej sieni na górę mieściły się kuchnia i piec piekarski.  Na piętrze znajdowały się sala zebrań Bractwa oraz trzy izby pełniące funkcje różnych magazynków. Był to więc budynek częściowo przeznaczony na przytułek, a częściowo gospodarczo-administracyjny. Chorzy – już wówczas tylko weneryczni – przebywali w infirmerii, położonej od strony obecnej ulicy Brzozowej. Piętrowa, murowana infirmeria mogła w tym czasie przyjąć 100 chorych. Na jej parterze ulokowano swego rodzaju izbę przyjęć, w której znajdowały się wanny do kąpieli nowo przyjętych. Piętro podzielono na cztery sale - dwie męskie, dwie kobiece. W każdej części w jednej z dwóch sal leżeli chorzy poddawani  tzw. saliwacji[18], w drugiej przebywali chorzy już po kuracji. Niewielka izdebka pomiędzy salami męską i kobiecą, z wewnętrznymi okienkami wychodzącymi na sale, służyła jako konfesjonał. Miała chronić spowiadającego księdza przed bezpośrednim kontaktem z chorymi, którzy wyznawali swoje grzechy przez okienko[19].

Na ogrodzonym terenie szpitalnym znajdowały się poza tym różne zabudowania, jak stajnia, wozownia itp. a przy wejściu na teren szpitalny stała drewniana budka, w której przesiadywali kolejno ubodzy szpitalni, zbierając jałmużnę od przechodniów. Na tyłach, już pod murem miejskim, był mały cmentarz porośnięty brzozami, od którego wzięła nazwę w drugiej połowie XVIII w. ulica Brzozowa, wcześniej zwana Łazarzową[20]. Cmentarzyk ten w latach, z których pochodzi opis szpitala, nie przyjmował już zapewne nowych grobów, bo w 1753 r. postanowiono zmarłych w szpitalu chować na cmentarzu przy  nieistniejącym dziś kościółku przy końcu ulicy Zakroczymskiej, biegnącej wówczas także przez obecne tereny Cytadeli, gdzie dotąd chowano tylko zmarłych podczas epidemii[21]. Decyzja ta miała związek ze stale zwiększającym się napływem do szpitala chorych (w tym dzieci), a więc i liczbą zgonów.

Liczba przebywających w szpitalu chorych i ubogich wahała się w XVIII w. od kilkudziesięciu do stu kilkudziesięciu, przy czym mniejszy stan liczebny nie wynikał z uszczuplania się rzeszy potrzebujących, lecz z ograniczania przyjęć, wynikającego z trudności finansowych. Potrzebujących kuracji w Szpitalu św. Łazarza było bowiem w Warszawie coraz więcej. Jak pisał królewski konsyliarz Ludwik Lafontaine w 1792 r., na 100 rekrutów do wojska w owym czasie 80 było zarażonych chorobą weneryczną, a każdy młody człowiek przed ślubem przeprowadzał na wszelki wypadek kurację rtęciową. Na prowincji nazywano kiłę chorobą warszawską i nigdzie, według Lafontaine’a, nie spotykało się tak ciężkich postaci tej choroby jak w Szpitalu św. Łazarza[22]. Toteż natłok i stan wielu chorych powodował, że warunki w szpitalu ulegały stałemu pogarszaniu. Podróżujący wówczas po Polsce dwaj Francuzi, Fortia de Piles i Boisgelin de Kerdu, zwiedzali szpital i stwierdzili, że w salach, do których ich wpuszczono, warunki były odrażające[23]. Zachowały się zresztą w dokumentach skargi pacjentów na warunki w szpitalu[24]. Mimo to szpital funkcjonował, jak się wydaje, nie gorzej niż we wcześniejszych latach.

Druga połowa XVIII w. zaznaczyła się w historii miasta różnymi działaniami i projektami (na ogół niezbyt skutecznymi), zmierzającymi do poprawy stanu higieny i zdrowotności. Dotyczyło to również szpitali, których sytuację kolejne władze świeckie starały się w miarę możności polepszyć [25]. Dzięki tym staraniom powstało wiele różnych raportów, sprawozdań z wizytacji i regulaminów. Te, które szczęśliwie pod różną postacią się zachowały, malują nam obraz bądź faktycznego stanu ówczesnych szpitali, bądź przynajmniej stanu wiedzy o ich prawidłowym urządzaniu.

Dzięki zachowanej umowie z zarządcą szpitala, pochodzącej z roku około 1792, wiemy, jak byli karmieni, a w każdym razie jak powinni być karmieni szpitalni pacjenci. Na śniadanie umowa zalecała codziennie kleik jęczmienny, okraszony masłem, z kawałkiem chleba. Na obiad trzy razy w tygodniu krupnik, porcję mięsa wołowego i dobrze okraszoną porcję sezonowych jarzyn z kawałkiem chleba, a cztery razy w tygodniu zupę i drugie danie z tzw. legumin (kasz, grochu), okraszone słoniną lub masłem i chleb. Na kolację różne kasze, kluski, jarzyny, dobrze okraszone. Oprócz tego pół kwarty piwa dziennie. Dietę dla ciężej chorych miał przepisywać felczer. Dla nich też była przeznaczona cielęcina. Zarządca powinien tez dbać o czystość w budynkach i na podwórzach oraz o zaopatrzenie szpitala w lampy, które miały się palić na salach chorych przez całą noc[26],[27]. Wiemy też, że chorzy opuszczający szpital musieli w nim pozostawić wszelką przyniesioną ze sobą własność, łącznie z garderobą. Był to zresztą obyczaj obowiązujący i w innych szpitalach, ale na ogół dotyczący zmarłych, natomiast w szpitalu św. Łazarza dodano do mówiącej o tym ustawy wyjaśnienie : ,,ponieważ one zarazie podpadają”. Oprócz pozostawianego dobytku, od

1792 r., według Giedroycia, pobierano od chorych 20 groszy dziennie za kurację. Wcześniej opłata była jakoby dobrowolna.[28]

Ważnym, dotyczącym szpitala dokumentem, ocalonym przez pracę Giedroycia, jest wynik lustracji szpitala z 1792 r., zarządzonej dla wszystkich szpitali przez Komisję Policji Obojga Narodów. Wynika z niej, że szpital sprawował wówczas opiekę nad 89 chorymi wenerycznie, nad 27 ubogimi, tzw. funduszowymi, czyli utrzymywanymi przez miasto, cechy, bądź też z własnych, przekazanych na rzecz szpitala funduszy, a także nad 102 chorymi i kalekami, umieszczonymi przez policję[29]. Ta ostatnia grupa utworzyła się na skutek wielkiej obławy na żebraków, zorganizowanej przez Komisję Policji w październiku 1791 roku. Zatrzymanych, przebadanych i zakwalifikowanych przez lekarzy ulokowano w znajdującej się w pobliżu Prochowni, którą podporządkowano administracji szpitala[30].

Poszerzenie szpitala o Prochownię było wynikiem jednego z projektów zmian w szpitalu, w tym przypadku zrealizowanego. Inne projekty,  m. in. wyprowadzenie ze szpitala ubogich i pozostawienie go wyłącznie dla chorych wenerycznie, nie doszły do skutku, głównie z powodu ówczesnych wydarzeń politycznych, ale też i częściowo z braku odpowiednich funduszy. Szpital św. Łazarza, podobnie jak  pozostałe, utrzymywał się nadal przede wszystkim z rozmaitych dotacji. Przyznane w czasach stanisławowskich niezbyt znaczące zasiłki od władz otrzymywał nieregularnie i krótko. Bractwo starało się włączać zdrowych szpitalnych podopiecznych do starań o powiększanie dochodów, wysyłając ich do pracy poza szpitalem, np. w fabryce tabacznej i w fabryce sukna, Zatrudniano także ubogich, pod nadzorem pomocnika aptekarskiego, przy zbieraniu ziół, co pozwalało zaoszczędzić na ich kupnie[31].

W tym samym okresie, a ściśle w 1789 roku, mimo złych warunków (być może inne szpitale nie wyraziły zgody) kilku lekarzy warszawskich założyło przy szpitalu szkołę dla cyrulików, nazywaną obecnie w różnych pracach szkołą chirurgiczną[32].Z tego prawdopodobnie czasu pochodził odnaleziony przez Giedroycia w jednej z prywatnych bibliotek dokument, zatytułowany ,,Przepisy służby wewnętrznej szpitala św. Łazarza”, niestety, bez daty. Swoją treścią odbijał on od ówczesnych opisów nędznego, przeludnionego szpitala, przy tym niektóre zawarte w nim zalecenia wskazują na to, że miał on związek z założoną szkołą. Wydaje się, że mógł być  jedynie projektem, skądinąd świadczącym o wysokim stopniu znajomości zasad dobrze zorganizowanego szpitala przez jego autora czy też autorów. Warto przytoczyć umieszczone w nim zalecenia,  jest to bowiem ważny przyczynek do wiedzy o dawnych szpitalach i o stanie wiedzy warszawskich lekarzy wieku oświecenia.

,,Przepisy” odnosiły się głównie do cyrulików i ,,infirmerów”, czyli posługaczy, przy czym ,,cyrulik pryncypialny” miał być wg instrukcji tylko jeden, a towarzyszyć mu mieli trzej uczniowie, którzy ,,w niczem mu pomagać nie mają, oprócz samych nawiązków (opatrunków) . . . pilne mając staranie aby bindy i płatki były białe do każdego opatrywania . . . i aby różne kataplazmy, maście , plastry lub tynktury były gotowe. .". Cyrulik z uczniami (obowiązkowo w fartuchach), miał dwa razy dziennie wizytować i opatrywać chorych, a poza tym dopilnować podziału żywności i przepisywać diety. ,,Przepisy” wprowadzały  też całodobowe dyżury, które miał pełnić jeden z uczniów, pilnując m. in. punktualnego zażywania leków i ogólnego porządku, a także przyjmując nowych chorych i wzywając cyrulika do nagłych przypadków.

Część ,,Przepisów” przeznaczona dla infirmarzy wyprzedzała, jak się wydaje, o całe lata sytuację w innych polskich szpitalach a być może i stan faktyczny w samym Szpitalu św. Łazarza. Już samo wyznaczenie ,,pryncypalnej” infirmarki i infirmarza kojarzy się z funkcją przełożonej pielęgniarek i w ogóle ze świeckim pielęgniarstwem, które w szpitalach katolickich pojawiło się dopiero w XX wieku. Do obowiązków tych nadzorujących posługaczy osób miało należeć ,,staranie” o wietrzenie sal rano i po południu, o utrzymywanie czystości, w tym o czyszczenie naczyń na odchody, roznoszenie lekarstw, rozdawanie pokarmów i napojów, dopilnowanie, aby w salach paliła się całą noc lampa, aby palono w piecach ,,przyzwoicie na czas”, dozór nad przygotowywaniem kąpieli leczniczych i należytym wytarciem chorych, ,,aby żadnego zimna nie cierpieli”, dopilnowanie prawidłowego wypełniania tabliczek przy łóżkach z imieniem, wiekiem, rozpoznaniem i datą przyjęcia chorego, a w przypadku jego śmierci natychmiastowego wyniesienia na podwórze i umycia po nim łóżka oraz wyprania kołdry i siennika. Poza tym instrukcja zobowiązywała  infirmarzy do pełnienia nocnych dyżurów oraz do prowadzenia rejestru wydawanych chorym koszul i pantofli. Dwa ostatnie punkty poświęcono obowiązkom kucharki, piekarki i praczki[33].

W ,,Przepisach”  dwa razy wspomniano o lekarzu. Raz jako o instancji odwoławczej w przypadku zaniedbań w kuchni, a drugi raz opisując tryb obchodu lekarskiego, który zresztą mógł również prowadzić główny cyrulik. Wizytującemu miał towarzyszyć cyrulik dyżurny, zaopatrzony w rejestr chorych, zawierający oprócz nazwiska chorego, numer łóżka i zalecenia dotyczące leków i diety, w który należało wpisać kolejne zalecenia, przeniesione po obchodzie na tablicę przy łóżku. Nie były to pierwsze wzmianki o lekarzu w dokumentach dotyczących szpitala. Już w drugiej połowie XVII w. wspomina się o dorywczej opiece lekarskiej.

Pierwsza spisana umowa z lekarzem pochodzi z 1764 roku. Konsyliarz królewski Wilhelm Ritsch, będący zarazem członkiem Bractwa, zawarł z nim umowę o wydzierżawienie mu domu w zamian za bezpłatne leczenie chorych szpitalnych. Zasłużony skądinąd dla Bractwa i dla samego szpitala Ritsch nie wywiązywał się jednak ze swoich obowiązków i umowę zerwano w tym samym roku. Do 1775 roku podobne kłopoty miano z każdym lekarzem, mimo że nie wymagano jeszcze od nich, aby wizytowali chorych regularnie, a głównie, aby nadzorowali cyrulików gratis pro Deo. Z tego okresu wiemy o czterech kolejnych lekarzach.

Z chwilą otwarcia szkoły chirurgicznej należałoby przypuszczać, że nauczający w niej lekarze objęli opieką wszystkich chorych. Jednak chyba tak nie było, bo Giedroyć znalazł wzmiankę z 1793 r. mówiącą o skasowaniu etatu doktora, który dotąd (ale nie wiadomo od kiedy) zajmował jakiś doktor Kozłowski, pobierający roczną pensję w wysokości 100 dukatów[34]. Poza tym chorymi opiekowali się opłacani przez Bractwo felczer i cyrulicy, sami, za zwrotem kosztów, dostarczający szpitalowi potrzebnych leków. Dopiero w 1789 r. szpital otrzymał od Magistratu pozwolenie na otwarcie własnej apteki, dostępnej również dla mieszkańców miasta[35].

Być może odejście Kozłowskiego spowodowało, że w marcu 1794 r., raport o stanie chorych dla Komisji Policji Koronnej podpisał jeden z założycieli szkoły, Jan Stoll. Raport podawał nie tylko liczbę chorych, ale ich nazwiska, wiek, miejsce zamieszkania i rozpoznanie. Rozpoznania potwierdzają spostrzeżenie Lafontaine’a o zaawansowanych stadiach choroby wenerycznej wśród chorych w Szpitalu św.Łazarza. Nie brak tu ubytków chrząstki nosowej i innych zniekształceń. Według raportu niewielu chorych pochodziło z Warszawy, co usprawiedliwiałoby późne zgłaszanie się do szpitala. Wiek chorych mężczyzn wynosił średnio 30 lat, wśród kobiet najstarsza miała 39 lat, najmłodsza 14. Czas pobytu chorych w szpitalu potrzebny do odbycia kuracji rtęciowej obliczano na trzy miesiące. Pacjenci zgłaszali się do szpitali przeważnie sami, niektórych kierowała Komisja Policji lub pojedyncze osoby, np. panowie służbę. Sporo mężczyzn kierowały do szpitala cechy[36]. Przy tak powolnej rotacji i dużej liczbie szturmujących o miejsce trudno się dziwić stałemu przepełnieniu.

Szkoła chirurgiczna, dla której być może ułożono przytoczoną wyżej instrukcję, działała w szpitalu do jesieni 1794 r., czyli do czasu oblężenia Warszawy podczas powstania kościuszkowskiego. Rada Miejska była zmuszona  zlikwidować szkołę, bowiem w szpitalu umieszczano chorych wenerycznie jeńców rosyjskich, co pogorszyło i tak złe warunki i uniemożliwiało zajęcia z uczniami. Zdobycie Warszawy w listopadzie tegoż roku przez Suworowa i roczna okupacja rosyjska warunków tych niewątpliwie nie poprawiły.

W styczniu 1796 r. rozpoczęła się kolejna okupacja i 10-letni okres panowania pruskiego. Władzę nad szpitalami objęła Kriegs und Domainen Kammere, która m. in. rozpoczęła starania o zmianę lokalizacji szpitala i przeniesienie go do większych i bardziej odpowiednich budynków. Proponowano m. in. klasztor Wizytek przy Krakowskim Przedmieściu i klasztor Pijarów  na terenach obecnej Cytadeli. Sprawa nie doszła do skutku wobec gwałtownych protestów i odwołań prawowitych właścicieli tych obiektów.

Władze pruskie uregulowały natomiast sytuację finansową szpitala. Przede wszystkim władze rządowe spłaciły jego długi i wyznaczyły mu stały zasiłek roczny; poza tym szpital zyskał niewielkie, ale stałe źródło dochodów, otwierając w 1802 r. na swoim terenie fabrykę trykotarzy, zatrudniającą chorych[37]. W tym okresie szpital otrzymał też regularną opiekę lekarską. Sprawował ją niejaki doktor Fryderyk Adolf  Roemer, będący m. in. jednym z założycieli Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego. Według Słownika Szarejki od

1803 r. był lekarzem szpitala, w latach późniejszych miał jakoby zostać lekarzem naczelnym[38].

W 1812 r.  po raz pierwszy szpital św. Łazarza wziął udział w nauczaniu medycyny w Warszawie. Studenci otwartego w 1809 r. Wydziału Lekarskiego zaczęli uczęszczać do znajdującego się nadal przy ul. Mostowej szpitala, na zajęcia z chirurgii chorób wenerycznych i kości, prowadzone przez Franciszka Brandta i Józefa Czekierskiego[39].

Projektowane od tylu lat przeniesienie nastąpiło dopiero po kolejnych dwóch zmianach politycznych, mimo, że w dotychczas szpital miał na swoim koncie  nie tylko liczne przypadki szkorbutu, ale i dwie epidemie gangreny szpitalnej, co przy liczbie 330 chorych, których wobec faktycznych 200 miejsc układano po dwóch na jednym łóżku, nie było łatwe do opanowania. Niewiele pomógł także przeprowadzony w latach 1815-1817 remont, w czasie którego naprawiono dach, gzymsy, kominy, drzwi i okna, kładąc też kolorowe tynki.      

Działająca w owym czasie Komisja Województwa Mazowieckiego, której podlegały szpitale, proponowała wystawienie nowego jednopiętrowego budynku z oficynami dla szpitala przy Nowym Świecie, z zabudowaniami gospodarczymi od strony ul. Wróblej. Pomysłu tego nie zrealizowano, mnożyły się tylko inne projekty, nie poprawiające sytuacji w szpitalu[40]. Zwiedzającego w 1830 r. car Mikołaj I zarządził natychmiastowe działania w celu poprawy stanu szpitala, ale w tym samym roku wybuchło powstanie listopadowe. Wreszcie w czerwcu 1832 r., po 237 latach istnienia przy ul. Mostowej, szpital przeniesiono na ulicę Bracką, tuż przy placu św. Aleksandra, obecnym Trzech Krzyży.

 Nie wiemy, jak wyglądała nowa siedziba, poza tym, że sprawująca dozór nad szpitalami od 1832 r. Rada Główna Opiekuńcza w sprawozdaniu za 1833 r. stwierdziła, iż szpital przy Brackiej pod względem czystości i organizacji wewnętrznej ,,w rzędzie nie tylko warszawskich ale i krajowych, pierwsze trzyma miejsce”. Otwarto również przy nim pierwsze w Warszawie, zorganizowane według  właściwych zasad, ambulatorium przyszpitalne[41]. Mógł teraz przyjąć około 350 chorych. Brakowało tam jednak miejsca na dalsze rozszerzanie i po paru latach zakupiono dla szpitala rozległy teren ciągnący się od Nowego Światu wzdłuż ul. Książęcej do nie istniejącej dzisiaj ul. Dolnej Smolnej. Teren ten należał kiedyś do księcia Kazimierza Poniatowskiego, stanowiąc główną część jego słynnych ogrodów. Pozostałością z tych czasów były niektóre zabudowania. Dwa domy, stajnie, owczarnie, wysoki na 80 stóp minaret oraz pod ziemią duża sala z przyległymi sklepionymi korytarzami, dwa piętra pomieszczeń pod stojącą w ogrodzie altaną i wielka sklepiona lodownia. Znajdował się tam także staw rybny, zdrój wyłożony kamieniem, sad i lasek spacerowy.

W dniu 3. lipca 1839 roku położono kamień węgielny pod główny budynek szpitala, zaprojektowany przez Henryka Marconiego. W 1841 r. przeniesiono chorych do nowych budynków, które, gdyby nie zniszczenia  w czasie powstania warszawskiego, stałyby zapewne do dzisiaj, pełniąc nadal funkcję szpitala. W głównym budynku umieszczono chore wenerycznie kobiety, a w przebudowanej altanie książęcej, nad którą dobudowano piętro i urządzono przy niej łaźnie, kąpiele lecznicze i kloaki – chorych mężczyzn. Dla potrzeb chorych przystosowano także sutereny i jeden ze starych budynków, tzw. później pałacyk. W oddzielnych salach znalazł miejsce wyodrębniony już w 1834 r., w owym czasie 20-łóżkowy oddział dla dzieci chorych na kiłę. Inne przerobione dwa dawne budynki przeznaczono dla administracji szpitalnej, na mieszkanie lekarza naczelnego i aptekę oraz na pralnię, suszarnię i ambulatorium. Urządzono też kaplicę. 

Szpital liczył 400 stałych miejsc z możliwością zwiększenia ich liczby do 550. Wszystkie miejsca były zawsze zajęte, bowiem szpital przyjmował nie tylko chorych na choroby weneryczne, ale również ze świerzbem, bardzo wówczas rozpowszechnionym, oraz ,,rakowatych”, cokolwiek by to wówczas oznaczało. Później liczbę miejsc zmniejszono na rzecz unowocześnienia wnętrz.

Szpital, jak zresztą całe miasto, nie miał jeszcze kanalizacji, nie miał też wodociągów. Wodę pompowano ze stawu i źródła przy pomocy kieratu obracanego przez woły.

W 1852 roku szpital ogrodzono od strony ulicy Książęcej murem, który do powstania warszawskiego stanowił charakterystyczny akcent ulicy. W 19 lat później zamontowano wodociągi i doprowadzono gaz[42].

W roku 1861 pełniąca nadzór nad szpitalami Rada Główna Opiekuńcza zwróciła się do szpitala o pozwolenie studentom Wydziału Lekarskiego istniejącej od 1857 r. Akademii Medyko-Chirurgicznej, na odbywanie w nim praktyk wakacyjnych. Według Giedroycia, fakt ten można uważać za początek istnienia w szpitalu kliniki uniwersyteckiej.  Trudno jednak stwierdzić, czy zajęcia te doszły do skutku. Był to przecież okres wydarzeń związanych z wybuchem powstania styczniowego, w których studenci Akademii brali aktywny i liczny udział. Klinikę w pełnym tego słowa znaczeniu otwarto w szpitalu w 1870 roku.

W tymże roku liczący wówczas 300 łóżek szpital obejmował :

Odbudowany po wielkim pożarze z 1858 r. główny, kryty blachą dwupiętrowy budynek, mieszczący 24 sale, 12 separatek, 3 sale opatrunkowe, kaplicę, kuchnię, salę kąpielową o 12 wannach, umywalnie i mieszkania służby. Piętra przeznaczono dla oddziałów kobiecych. Cały parter zajmowała klinika dermatologiczna otwartego po zlikwidowaniu Szkoły Głównej Cesarskiego Uniwersytetu. Podczas remontu założono w budynku centralne ogrzewanie.

Stojąca po prawej stronie głównego budynku, również kryta blachą, piętrowa oficyna, przeznaczona dla chorych mężczyzn, obejmowała 6 dużych sal, 2 mniejsze pokoje, 2 sale opatrunkowe i przybudowaną łaźnię parową, którą w późniejszych latach przerobiono na zwykłą salę kąpielową.

Frontem do ulicy Książęcej stała kryta dachówką oficyna, zwana ,,pałacykiem”, będąca pozostałością po książęcych budowlach. Zajmowali ją chorzy mężczyźni, leczący się ,,sekretnie”. Mieściła 4 sale i 4 separatki oraz pomieszczenie z tzw. aparatem fumigacyjnym, służącym do okadzań. Obok stał parterowy budyneczek, przeznaczony na mieszkanie dla dozorcy.

Dużą, blachą krytą piętrową trzecią oficynę zajmowały pomieszczenia administracji szpitalnej, apteka z laboratorium i  mieszkania naczelnego lekarza, aptekarza i urzędników administracji.

Czwarta, parterowa, niezbyt duża oficyna mieściła pralnię, suszarnię i kocioł parowy. W 1888 roku umieszczono w niej także ambulatorium z poczekalnią, jakie według pierwszego opisu szpitala przy Książęcej było tam od początku i z niewiadomych przyczyn zostało na jakiś czas zlikwidowane. Zabudowania szpitalne uzupełniały kostnica z salą sekcyjną i kilka szop.

Charakterystycznym znakiem szpitala był wysoki, pozostały po fantazjach księcia Poniatowskiego minaret, na którym w latach 1850. chciano umieścić wielki zegar, ale dla którego w rezultacie, do końca jego istnienia, nie znaleziono zastosowania[43].

W tej niewiele zmieniającej się postaci kompleks zabudowań Szpitala św. Łazarza przetrwał aż do powstania warszawskiego.

Towarzystwo Lekarskie Warszawskie, Ul. Raszyńska 54, 02-032 Warszawa, Tel/fax 0-22 823-96-82