Towarzystwo Lekarskie Warszawskie
Siedziba Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego
Rok
założenia
1820
 

Pamiętnik TLW 2012

 powrót
191-lecie Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego

WIESŁAWA GRANOWSKA

 

191-lecie Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego

 

W dniu 15 grudnia 2011 r. w siedzibie Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego odbyła się uroczystość 191-lecia Towarzystwa połączona z przypomnieniem prof. Mirosława Mossakowskiego, wybitnej postaci związanej z medycyna warszawską.

Na wstępie prezes TLW prof. Jerzy Jurkiewicz podziękował dr. Janowi Glińskiemu za udział Sekcji Historycznej  w organizowaniu uroczystości, następnie powitał prof. Bibianę Mossakowską, małżonkę Profesora Mossakowskiego, przybyłą wraz z synem i wnuczkami,  dr Halinę Jędrzejewską, wiceprezes Związku Powstańców Warszawskich, a także dr. Andrzeja Zaorskiego, przewodniczącego Koła  Słuchaczy  Szkoły Zaorskiego  oraz Lekarzy i Medyków Powstania Warszawskiego.

„Witam uczniów, przyjaciół, wychowanków, kolegów, wielbicieli Profesora Mossakowskiego, poczynając od osób, które przybliżą nam dziś sylwetkę Pana Profesora: panie prof. Krystynę Domańską, prof. Teresę Zalewską, prof. Ewę Matyję,  oraz prof. Andrzeja Danysza, prof. Jerzego Bidzińskiego, prof. Longina Marianowskiego, prof. Zbigniewa Czernickiego, prof. Barbarę Gajkowską, prof. Jerzego Łazarewicza, prof. Śmiałka i wszystkich zgromadzonych tutaj gości”.

Uroczystość rozpoczęła się od złożenia podziękowań kolegom, których Zarząd TLW postanowił wyróżnić, przyznając im rzadko wręczane i niezwykle cenione dyplomy łacińskie, będące podziękowaniem za wszystko, co przez wiele lat zrobili dla Towarzystwa. Prezes odczytał treść Diploma Honorificum, po czym wręczono je czterem osobom: p. Danucie Michałowskiej, p. Zofii Rybińskiej (nie była obecna z powodu choroby), p. prof. Józefowi Sobczyńskiemu i p. Januszowi S. Wasilewskiemu.

 

W imieniu Zarządu Związku Powstańców Warszawskich głos zabrała wiceprezes dr Halina Jędrzejewska:

„Szanowny Panie Profesorze,

Związek Powstańców Warszawskich składa na ręce Pana Profesora w związku z 191-leciem Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego serdeczne życzenia dla Zarządu Towarzystwa.

Życzymy dalszego rozwoju Towarzystwa, kontynuacji dzieła znakomitych poprzedników, podejmowania jak dotychczas wielu cennych inicjatyw.

Życzymy także, aby młodzież lekarska jak najwięcej i najszerzej włączała się do prac Towarzystwa.

My powstańcy warszawscy wyrażamy wdzięczność Zarządowi Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego z Panem Profesorem Jurkiewiczem na czele za wieloletnią współpracę upamiętniającą etos Powstania Warszawskiego. Z wyrazami szacunku: prezes Związku Powstańców Warszawskich gen. bryg. Zbigniew Ścibor-Rylski, wiceprezes Związku Powstańców Warszawskich Halina Jędrzejewska”.

Profesor Jerzy Jurkiewicz odczytał adres od Jego Magnificencji prof. Marka Krawczyka.  Rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego bardzo serdecznie dziękował za zaproszenie i w imieniu  własnym, Senatu oraz całej społeczności akademickiej złożył na ręce Prezesa TLW serdeczne gratulacje i życzenia dalszych, wspaniałych sukcesów. Z okazji Jubileuszu 191 lat istnienia Towarzystwa przekazał życzenia wielu sukcesów, satysfakcji z wykonywanej pracy oraz wszelkiej pomyślności w życiu osobistym.

Towarzystwo Lekarskie Warszawskie jest od samego początku  związane z naszą Alma Mater, stanowi cząstkę działalności, jaką prowadzi Uczelnia i  stara się od prawie 200 lat w tym pomagać.

 

Zawsze podczas jubileuszu Towarzystwa- kontynuował Prezes Jurkiewicz-przypominana jest wybitna postać związana z medycyną warszawską. Dzisiejszą sesją historyczną pragniemy uczcić pamięć zmarłego 10 lat temu  profesora Mirosława Mossakowskiego.

Myślę, że wielu obecnych na tej sali może powiedzieć, że profesor Mossakowski w ich życiu znaczył wiele, wywarł na ich życie wpływ. Ja jestem związany z Instytutem od 40 lat i przez 30 lat– od 1971 do 2001 roku– w kręgu mojego działania, mojej rzeczywistości, punktem odniesienia był profesor Mossakowski. Odszedł za wcześnie. Zawsze ludzie odchodzą zbyt wcześnie, ale w przypadku Profesora to było szczególnie widoczne. On odszedł w samej kulminacji swojego dzieła życia. Już zbudował gmach Instytutu i budował, umacniał, rozwijał ten ogromny gmach Polskiej Akademii Nauk. Miał wiele wspaniałych pomysłów, planów. Wszystko to przerwała choroba, a potem śmierć. Profesor Mossakowski wywarł bardzo wyraźne piętno na medycynie warszawskiej, na środowisku warszawskim, przez czterdzieści lat.

Przypomnę jego curriculum vitae, ale żeby wprowadzić Państwa w klimat, jaki chciałbym, abyśmy wszyscy odczuwali, przeczytam pożegnanie prof. Mossakowskiego, które napisaliśmy z prof. Zbigniewem Czernickim i które, myślę, warte jest tego, żeby dziś od niego rozpocząć.

Było Boże Narodzenie. Była choinka, jak zawsze był opłatek i życzenia. Była jeszcze nadzieja. Ta stała przy łóżku Profesora do końca, do ostatniej chwili.

Zmarł 26 grudnia 2001 roku. Nam, którzy go znaliśmy, który był naszym nauczycielem, opiekunem i przyjacielem, zostały pamięć, wdzięczność, wspomnienia i świadomość  niespłaconego i niemożliwego już do spłacenia długu. Pozostało także 30 lat obecności w naszym życiu. Pamiętam, jak jesienią 1971 r.  zebraliśmy się w bibliotece na parterze pałacyku przy ul. Dworkowej, w ówczesnej siedzibie Instytutu Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej –  pracownicy, koledzy, przyjaciele.

Składaliśmy prof. M .Mossakowskiemu  i doc. Witoldowi Karczewskiemu gratulacje i życzenia z okazji uzyskanego przez nich obu stanowiska profesorów nadzwyczajnych. Te życzenia okazały się prorocze. Po latach prof. Witold Karczewski został ministrem, szefem  Komitetu Badań Naukowych, a profesor Mossakowski prezesem Polskiej Akademii Nauk. Od tamtego czasu wpływ profesora na nasze losy, na nasze życie zawodowe, ale i w znaczącym stopniu osobiste, stawał się coraz wyraźniejszy, a w niektórych momentach decydujący. Pełniąc funkcję zastępcy Sekretarza Naukowego PAN od 1968, a od 1981 do 1995 r. Sekretarza Naukowego PAN,  decydował o rodzaju i zakresie działań Wydziału VI Nauk Medycznych PAN, określał kierunki i formy pracy kierowanej przez siebie placówki naukowej – CMDiK PAN.

To były lata trudne, lata stanu wojennego, lata historycznych przemian ustrojowych. Na ciężką próbę zostały wystawione charaktery nas wszystkich, poziom moralny i odporność na naciski polityczne. Tę próbę przeszedł Mirosław Jan Mossakowski zwycięsko, przyjmując te wyzwania z postawą i z godnością uczonego, pozostawał sobą, niezależnie od wszystkiego niezmiennie życzliwy i wrażliwy na problemy innych. Swoją twardą i pryncypialną  postawą skutecznie bronił i obronił przed represjami wielu pracowników Centrum.

Myślę, że będzie dzisiaj czas przypomnieć, jakie to były czasy, jak to się działo.

 

Towarzyszyliśmy Profesorowi wielokrotnie w czasie organizowanych przez niego międzynarodowych konferencji, sympozjów i spotkanń naukowych w Budapeszcie, Pradze, Moskwie, Zurichu. Ogromny naukowy autorytet Pana Profesora, człowieka uznanego za jednego z najwybitniejszych neuropatologów swojego czasu, wynikał z jego ogromnych dokonań naukowych, u podstaw których były jego legendarna wprost pracowitość, przenikliwość i zdolność przewidywania, a nade wszystko umiejętność odkrywania i łączenia w logiczne związki uzyskiwanych wyników prowadzonych badań. Jako jeden z pierwszych w światowym piśmiennictwie opisał histochemiczne właściwości guzów astrocytarnych, scharakteryzował mechanizm patologicznych uszkodzeń mózgu w niewydolności krążenia, przyczynił się do lepszego zrozumienia zaburzeń rozwijających się w następstwie  niedokrwienia i niedotlenienia mózgu. Kiedy w 1999 r. wybrano Profesora Prezesem PAN, miał już za sobą największe dokonanie swojego życia – zakończenie budowy gmachu Instytutu Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej PAN. Nowe zadania, nowe idee, nowe plany kreślone przez Profesora, Prezesa PAN i Dyrektora nowego Instytutu, obejmowały najszersze  obszary polskiej nauki, perspektywy jej rozwoju, podstawowe kierunki jej działania i priorytety.

Nieuleczalna choroba uniemożliwiła Profesorowi realizację tych planów i zamierzeń.

Po śmierci Profesora, po kilkumiesięcznym okresie przejściowym,  nowym dyrektorem został wybrany w lipcu 2002 r.  prof. Zbigniew Czernicki, a w 2003 r. patronem Instytutu został prof. Mirosław Jan Mossakowski. I to najważniejsze chyba dla Profesora, który pewno tego słucha, w roku 2010 Instytut, ukochane dziecko Pana Profesora Mossakowskiego, uplasował się na pierwszym miejscu w klasyfikacji medycznych placówek naukowo-badawczych w Polsce.

Lata mijają. Profesor ciągle jest z nami. Pozostał w naszej pamięci takim,  jakim był przez te wszystkie lata – mądry, życzliwy, elegancki. Takim go pamiętamy.

Ja dodam jeszcze od siebie, że w mojej pamięci Profesor Mossakowski pozostał jako szef. Nie mogę powiedzieć, że to był mój nauczyciel, mój patron, który się opiekował moją zawodową karierą. To był szef, uosobienie szefa. Patrzyłem na Profesora jak na kogoś, kto w każdej chwili wie, jaką ma podjąć decyzję,  niezależnie od trudności tej decyzji. Te decyzje na ogół były zawsze takie jak trzeba. Podziwiałem go za to z całego serca, uczyłem się od niego tej decyzyjności, gotowości brania się za każdą sprawę i odpowiedzi natychmiast. Dla mnie takim Pan Profesor Mossakowski pozostał.

Był człowiekiem wybitnym, odznaczanym, nagradzanym w sposób, w jaki było to możliwe w tamtych czasach. Myślę, że największą nagrodą dla Profesora są prace jego uczniów i kontynuacja jego dzieła.

Curriculum vitae Pana Profesora uzupełnimy prezentacją zdjęć, które przybliżą bardziej osobiście jego sylwetkę.

Pan Profesor Mossakowski urodził się na Kresach Wschodnich, w Berezie Kartuskiej. Pierwszą komunię św. przyjął z rąk prymasa Białorusi, ks. Kazimierza Świątka.

Na Akademii Medycznej studiował w latach 1948-1953. Jako wysoki urzędnik państwowy pełnił wiele funkcji oficjalnych, podpisywał umowy naukowe, kontaktował się i przyjaźnił z wieloma osobistościami zarówno z Polski, jak i z zagranicy. Dzięki niemu wielu współpracowników wzięło udział w szkoleniach, otrzymało granty i stypendia za granicą.

Pan Profesor został uhonorowany wieloma nagrodami najwyższego stopnia. Był profesorem zwyczajnym od 1979 r., członkiem korespondentem, a potem członkiem rzeczywistym Polskiej Akademii Nauk, był doktorem honoris causa czterech polskich uczelni – w Lublinie, Gdańsku,  Białymstoku i w Krakowie.

Zmarł 26 grudnia 2001 roku.

Był odznaczony wieloma nagrodami, z których najwyższym był Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Otrzymał 57medali, nie licząc krzyży ani orderów. Po jego śmierci zostały skatalogowane i przekazane do Muzeum Historii Medycyny w Krakowie.

W dalszej części spotkania wystąpili:

Prof. Krystyna Domańska – pierwsza doktorantka prof. Mirosława Mossakowskiego:

Nie chciałam  mówić w swoim wystąpieniu o dziełach Pana Profesora, o podręcznikach i pracach  naukowych, lecz o relacjach między mistrzem a uczniem, które obecnie spotyka się rzadko. Było to coś między wielkim szacunkiem, obcowaniem z człowiekiem o tyle ode mnie mądrzejszym, uznanym naukowcem, a profesorem, który był jednocześnie przewodnikiem, kimś w rodzaju guru, a jednocześnie przyjacielem, z którym można było wejść w dyskusję. Te relacje między mistrzem a uczniem, ten imprinting w ciągu lat współpracy, ukształtowały moje dalsze życie, moje myślenie o nauce. Profesor Mossakowski był moim przewodnikiem po meandrach bardzo komplikującej się wiedzy neuropatologicznej i nie tylko, po neurobiologii,  biochemii. Wydaje mi się, że ta właśnie cecha Profesora, ten jego wpływ na moje życie był bardzo cenny. Chciałabym przypomnieć Państwu lata 70., 80., które były przełomowe w rozwoju wiedzy o mózgu. Lata 70. był to okres ciszy przed burzą i w latach 80. zaczęła się burza w zakresie biologii molekularnej, która również odcisnęła swoje piętno na naukach neurobiologicznych.

Pan Profesor zawsze zabiegał, żeby mimo trudnych sytuacji, mniejszego otwarcia, możliwości bycia razem ze światową nauką, żebyśmy mogli się rozwijać zgodnie z trendami światowymi.

W związku z tym pamiętam pewne ekscytacje i dyskusje, moje audiencje u Pana Profesora w momentach, kiedy pojawiały się jakieś nowe trendy, nowe możliwości, nowe metody, które odciskały swoje piętno na naszej wiedzy, wtedy dyskutowaliśmy, a potem widziałam, że Pan Profesor bardzo zabiegał o to, żeby te wszystkie nowinki, wszystkie rzeczy, które stanowiły o tym, by nauka w Polsce nie odstawała od nauki światowej, były realizowane, urzeczywistniane. Wysyłał swoich uczniów na staże, na implementacje tych nowych metod, np. metod wczesnego obrazowania, badania immunohistochemiczne, które pozwoliły na zupełnie inne spojrzenie i rozwój neuropatologii. W naszym Instytucie już w latach 80. bardzo krótko wprowadzono po otrzymaniu przez wprowadzenie do badań przeciwciał monochronalnych. Metody immunologiczne zostały wprowadzone właśnie w zespole Pana Profesora.

Na tle dużych osiągnięć Profesora na poziomie kraju, Akademii Nauk itd. są to może rzeczy niewielkie, ale stanowiły one o istnieniu i randze naszego Instytutu. I wydaje mi się, że to, iż Pana Profesora za wcześnie zabrakło, odbiło się bardzo na perspektywach rozwojowych. Pamiętam, jak ostatni raz widziałam Pana Profesora, zostałam przez niego zaproszona na posiedzenie Komitetu Nauk Neurologicznych; byli tam też profesorowie Jerzy Jurkiewicz i Zbigniew Czernicki. Chyba było to ostatnie zebranie Komitetu  z udziałem Pana Profesora Mossakowskiego. Po moim referacie i dyskusji zrodziła się idea utworzenia  Zakładu, który następnie prowadziłam przez 10 lat, skierowanego na badania komórek macierzystych. I myślę, że w jakiś sposób duch Pana Profesora jest wciąż obecny w tym Zakładzie.

Prof. Ewa Matyjas:

Miałam to szczęście, że los zetknął mnie z Panem Profesorem już na początku  mojej pracy zawodowej, kiedy po ukończeniu studiów bałam się rozpocząć pracę kliniczną. Nigdy nie zapomnę, jak Pan Profesor przyjął mnie w swoim klinicznym gabinecie przy ul. Dworkowej i nie zważając na moją niepełnosprawność fizyczną bardzo namawiał mnie do podjęcia specjalizacji z neuropatologii. Tak się właśnie stało. Rozpoczęłam studia doktoranckie w Zakładzie kierowanym przez Pana Profesora, robiłam specjalizację też pod jego kierunkiem, wreszcie rozpoczęłam pisanie pracy habilitacyjnej.

W tym wspomnieniu chciałabym przedstawić sylwetkę Pana Profesora przede wszystkim jako naszego nauczyciela, neuropatologa i nieprzeciętnego człowieka. Pan Profesor całe swoje życie zawodowe i działalność naukową związał właśnie z Zakładem Neuropatologii w Instytucie Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej. Zawsze i przede wszystkim był neuropatologiem.  Był jednym z pionierów polskiej neuropatologii, który już od 1967  roku przecierał  szlak tej trudnej i wtedy jeszcze nieznanej dziedziny medycyny. Jego dokonania w istotny sposób wpisały się w rozwój neuropatologii w Polsce i na całym świecie. W roku 1967 powołał do życia Zespół Neuropatologii IMDiK i kierował tym zespołem, a potem Zakładem aż do 1987 roku.

Tematyka, która była w centrum  zainteresowania Pana Profesora, dotyczyła zmian niedokrwiennych  mózgu, procesów neurodegeneracyjnych, procesów związanych z encefalopatią pochodzenia wątrobowego. Dziedziną, która fascynowała Pana Profesora, była neuroonkologia, zwłaszcza guzy pochodzenia glejowego, biologia i patologia tkanki glejowej, a w końcowym okresie neuropatologia AIDS.

Rozprawę doktorską Pan Profesor poświęcił gwiaździakom  mózgu i móżdżku, ich histochemii i histopatologii, natomiast rozprawa habilitacyjna dotyczyła patomorfologii i  histochemii  spontanicznych i doświadczalnych encefalopatii pochodzenia wątrobowego.

W 1972 roku Pan Profesor przyczynił się do otwarcia specjalizacji II stopnia z neuropatologii.

Pan Profesor był członkiem i prezesem licznych towarzystw i organizacji naukowych związanych z neuropatologią (tylko o tych będę mówiła). Był członkiem założycielem Stowarzyszenia Neuropatologów Polskich, które rozpoczęło swoją pracę w 1963 r. Był jego wieloletnim prezesem.  

Był członkiem założycielem i członkiem Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Badań Układu Nerwowego; członkiem Zarządu Głównego  i wiceprezesem Międzynarodowego Towarzystwa Neuropatologicznego; członkiem założycielem i prezesem Europejskiej Federacji Towarzystw Neuropatologicznych. Brał również czynny udział w pracach International Brain Research  Organization.

Był redaktorem naczelnym i członkiem redakcji licznych czasopism związanych z neuropatologią. Stworzył „Neuropatologię Polską”, czasopismo, które do tej pory funkcjonuje jako „Folia Neuropathologica” i był jego redaktorem naczelnym przez wiele lat. Był członkiem redakcji od momentu założenia „Neurologii i Neurochirurgii Polskiej”, był również członkiem redakcji „Patologii Polskiej” oraz od momentu założenia niemieckiego czasopisma związanego z neuropatologią „Clinical Neuropathology”. W tomie pierwszym „Neuropatologia Polska” tom pierwszy, pierwszy zeszyt z 1963 r. ukazała się praca autorstwa Pana  Profesora.

Wszyscy wiemy, jak wybitnym uczonym był Pan Profesor: cechowała go niebywała intuicja naukowa, że pozostawił po sobie imponujący dorobek naukowy, którym można by obdarować kilku uczonych, i cieszył się ogromnym autorytetem w Polsce i na świecie.

Ale Pan Profesor był przede wszystkim lekarzem i pasjonowała go neuropatologia kliniczna. Neuropatologia doświadczalna stanowiła dla niego  bazę do rozwoju nauk podstawowych dla rozwoju neuropatologii klinicznej. Czasem wydawało się, że tęsknił  za pracą kliniczną i bezpośrednim kontaktem z pacjentem, co szczególnie uwidaczniało się w trakcie konsultacji bieżącego materiału biopsyjnego, kiedy było widać, że kontakt z pacjentem uważa za najważniejszy.

Pan Profesor otrzymał liczne tytuły naukowe, godności i odznaczenia, o czym była już mowa. Za tą długą listą dokonań naukowych, odznaczeń, dystynkcji krył się nasz nauczyciel i nieprzeciętny człowiek. Całe życie Pana Profesora było wypełnione pracą, nie tylko pracą naukową, ale także diagnostyczną. I w tej pracy wykazywał niezwykłą wytrwałość, rzetelność i dokładność. Był człowiekiem wymagającym, ale wymagał przede wszystkim bardzo dużo od siebie. Był niezwykle sumienny, dokładny, dlatego raziła go nierzetelność, niestaranność i bylejakość.

.

Pracował w soboty. W te soboty umawiał się z panią docent Zelman i z laborantką z Mińska i wykonywał sekcje mózgów pacjentów z AIDS, natomiast wieczorami oglądał preparaty, sporządzał opisy histopatologiczne i z panem Ryszardem Szopińskim czasami do godziny 22 czy 23 sporządzali dokumentację fotograficzną.

Pan profesor wszystkie swoje zdjęcia układał w segregatory ze slajdami. Mamy w tej chwili ok. 30 segregatorów ze slajdami z przypadków z AIDS oraz segregatory z opisów makroskopowych. Te wszystkie slajdy są ułożone i bardzo dokładnie podpisane i posegregowane, łatwo jest znaleźć poszczególne przypadki. Również dokumentacja prac doświadczalnych Pana Profesora była bardzo skrupulatnie opracowywana.

Opisy mikroskopowe Pana Profesora to był po prostu majstersztyk, wielostronicowe; w każdym w zasadzie opisane były wszystkie elementy procesu patologicznego. Z tych opisów możemy uczyć się całej neuropatologii, ponieważ Pan Profesor opisywał nie tylko podstawowy proces patologiczny, ale też wszystkie, które się tam jeszcze obok toczyły. Po rozpoznaniu neuropatologicznym często dawał jeszcze post scriptum, gdzie pokazywał wątpliwe,  nierozstrzygnięte problemy dotyczące etiopatologii procesu lub sugestie dotyczące rokowania.

Pan Profesor był dla nas mistrzem i nauczycielem nie tylko ze względu na swoją ogromną wiedzę medyczną, ale także wielki talent diagnostyczny. Był niepodważalnym autorytetem, zwłaszcza w zakresie neuropatologii onkologicznej. Wymagał od nas, lekarzy,  logicznego myślenia i wyobraźni.

Pan Profesor dużo uwagi poświęcał konsultacjom i w swoim zabieganym życiu zawsze znajdował dla nas czas, kiedy potrzebowaliśmy rady. Kochał pracę kliniczną i przejęli to chyba jego uczniowie.

Wielkie zasługi, osiągnięcia często zasłaniają prawdziwe oblicze i serce człowieka. Pan Profesor był życzliwy i gotowy do pomocy innym.

Cechowało go też znaczne poczucie humoru, nieraz rozładowywał żartem napięte sytuacje.

Pustego miejsca, które zostawił po sobie Profesor Mossakowski, nie udało się wypełnić, widać to zwłaszcza w środowisku neuropatologów.

Pamięć serca nazywa się wdzięcznością i w naszej pamięci Pan Profesor na zawsze zostanie jako człowiek przede wszystkim wielkiego serca i umysłu , mądry, życzliwy, przyjazny wobec swoich wychowanków i współpracowników.

 

Prof.  Teresa Zalewska:

Chciałabym podzielić się z Państwem kilkoma moimi wspomnieniami z lat wspólnej pracy z Profesorem Mossakowskim.

Swoją pracę zaczęłam na ostatnim roku studiów na Wydziale Farmacji i wtedy poznałam Profesora Mossakowskiego.  Wkrótce zaszłam w ciążę, a po powrocie z urlopu macierzyńskiego zastałam na biurku wymówienie, podpisane przez kierownika ówczesnego Zakładu Neuropatologii. Profesor Mossakowski bardzo się wtedy oburzył, zaangażował się w szukanie dla mnie miejsca pracy, aż w końcu dzięki jego naciskowi wymówienie zostało wycofane.

Drugi taki epizod to moja praca doktorska, dla której ze względu na temat ciężko było znaleźć promotora, ponieważ Instytut nie miał prawa nadawać stopni poza stopniem doktora medycyny, a na Wydziale Farmacji, którego byłam studentką, brakowało specjalisty, zajmującego się takimi tematami. Dzięki Profesorowi Mossakowskiemu na zostanie moim promotorem zgodziła się prof. Grabarek, dzięki czarowi Pana Profesora. 

Wspominam też pierwszy wyjazd w towarzystwie Pana Profesora na międzynarodową konferencję w Budapeszcie, gdzie ja i dwie koleżanki miałyśmy wygłosić referaty. Przed sesją chciałyśmy odwołać swoje wystąpienia, ponieważ obawiałyśmy się problemów z powodu słabej znajomości języka angielskiego. Pan Profesor zachęcił nas i wygłosiłyśmy bardzo udane wystąpienia.

W czasie stanu wojennego Pan Profesor walczył, by nikt z nas nie ucierpiał, pomagał współpracownikom w załatwianiu wiz.

Barbara ???- Ja nie jestem wychowanką Pana Profesora, lecz jedną z jego „wielbicielek”. To był człowiek, jakich nie ma wielu, człowiek przez wielkie „C”- dobry, uczynny, mądry, szlachetny, człowiek, który pomagał wszystkim. Ja byłam tylko koleżanką jego żony, ale profesor, który prowadził mój doktorat, nie interesował się, w jaki sposób ja to przygotuję. Profesor Mossakowski znalazł dla mnie czas, mimo wielu obowiązków, zaproponował mi, żebym przyszła i przedstawiła mu swoją obronę, a on pomoże mi się przygotować. Dziś takich ludzi już nie ma. Cześć jego pamięci.

 

Prof. Barbara Gajkowska:

Po raz pierwszy spotkałam pana docenta Mirosława Mossakowskiego, kiedy tworzył Zakład Neuropatologii.  W tym czasie zostałam przyjęta jako doktorantka do pracowni, która właściwie nie istniała. Dzięki Panu Profesorowi został zakupiony mikroskop elektronowy i tak doszło do mojego pierwszego spotkania z Profesorem, który okazał się superszefem. Pan Profesor był moim opiekunem  w czasie całej mojej kariery naukowej, zachęcał mnie do pracy. Wymagał też obszernej dokumentacji, dzięki której mogliśmy później wyciągać wnioski. Już od 1971 r. trwała nasza bardzo ścisła współpraca, aż do momentu, gdy Pan Profesor, mimo bardzo złego już stanu zdrowia, towarzyszył mi, kiedy otrzymywałam profesurę w pałacu prezydenckim.

….. Dla  Profesora Mossakowskiego najważniejszą sprawą było laboratorium i pracownia, bardzo mu zależało, aby wprowadzać najnowocześniejsze metody badawcze; rozwijał współpracę z innymi placówkami naukowymi, również zagranicznymi,  dzięki czemu nasza neuropatologia była w europejskiej, a nawet światowej czołówce. Profesor Mossakowski do końca starał się tworzyć coś nowego.

Prof. Zbigniew Czernicki:

Chciałbym dodać, że dla mnie bardzo godne podziwu było, że Pan Profesor potrafił znaleźć się zarówno wcześniej, jak i w okresie transformacji. Został demokratycznie wybrany dyrektorem Instytutu w okresie stanu wojennego.

… Chciałabym podkreślić ogromną życzliwość Pana Profesora dla współpracowników, jego gotowość do pomocy w każdej sytuacji życiowej, także asystentom. Nas, współpracowników, wypychał w świat.

Paweł Mossakowski, syn Profesora:

Pragnę podziękować organizatorom i gospodarzom dzisiejszego spotkania oraz wszystkim, którzy tak ciepło wspominali mojego Ojca. Dziękuję też wszystkim przybyłym za uczestnictwo w tym spotkaniu.

Profesor Bibiana Mossakowska, żona Profesora Mirosława Mossakowskiego, wiceprzewodnicząca Koła Historycznego Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego  również podziękowała Prezesowi Jurkiewiczowi za zorganizowanie i prowadzenie spotkania. Zaprosiła też gości na kolejne spotkania Koła Historycznego.

Doktor Jan Gliński z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia złożył wszystkim życzenia wszelkiej pomyślności, profesor Jurkiewicz zaprosił na tradycyjny poczęstunek.

Towarzystwo Lekarskie Warszawskie, Ul. Raszyńska 54, 02-032 Warszawa, Tel/fax 0-22 823-96-82